• Wpisów:275
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:56
  • Licznik odwiedzin:38 369 / 2269 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Bruno artystą roku Billboardu *_* Oszalałam...
http://video.billboard.com/services/player/bcpid1628391690001?bckey=AQ~~,AAAAAEMcC3Y~,NII8yi9nN4zfbo6c85C9uVdLDWJHdSE3&bctid=2929914546001
Nie dość, że został tak wyróżniony to jeszcze się uczesał (w końcu) xD
Mój idol artystą roku... Bruno artystą roku KURWA JA NIE MOGĘ OIHAJSOIHDAIO
 

 
Po roku postanowiłam razem z moją przyjaciółką @brunova kontynuować opowiadanie, które kiedyś razem pisałyśmy. Wiem, że to głupie i że to wymysł, który będzie trwał 2-3 tygodnie, ale zależy mi na tym, żebyście przeczytali. ^^
http://storyaboutcrazytwins.pinger.pl/
  • awatar Only Bruno: Kurde, proszę, usuńcie to, że blog jest tylko dla dorosłych. Używam fona, nie wyświetla mi się cała strona, nie mogę potwierdzić... taka sytuacja. ;C
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
*No w końcu... zajęło mi to jedynie 61 dni... Ech... Nie dziwcie mi się nie miałam za grosz motywacji, w końcu i tak nikt tego nie czyta. Wstawię ten odcinek i będę się zastanawiać czy warto pisać dalej... Miłego czytania*
______________________________

*Tak w skrócie*

W poprzednim odcinku Eve wybiera się na randkę do domu Bruna. Spędzają miły wieczór we dwoje, przez co główna bohaterka traci poczucie czasu i koniec z końcem zostaje u Bru na noc.

*Eve Angel part 10*

Obudziłam się w łóżku przykryta, czarną satynową kołdrą. Rozejrzałam się po sypialni, która pomalowana była na szaro, a gdzieniegdzie były wąskie, czarne pasy. Od razu widać tu pokój mężczyzny. W Pokoju stała jedna trzydrzwiowa szafa, komoda i dwie małe szafeczki po obu stronach łóżka. Meble jak i panele były ciemnego koloru. Pod sufitem wisiał dość spory kinkiet. Wnętrze wydawałoby się mroczne, gdyby nie wielkie okno zajmujące jedną ścianę. Wpuszczało do pokoju tyle światła, że ten skromny, ale dopracowany wystrój sprawiał, iż nie można było oderwać oczu. Wszystko w tym domu wyglądało jakby ktoś starannie obmyślił gdzie, co ma stać.

Podniosłam się i spojrzałam na poduszkę obok mnie. Albo ja ciągle zmieniałam miejsce, albo Bruno nie mógł się powstrzymać i spał obok mnie. Uśmiechnęłam się i wstałam z łóżka. Przynajmniej oszczędzę czasu na ubieraniu się.

Gdy otworzyłam drzwi prowadzące do korytarza poczułam zapach bekonu. Uśmiechnęłam się na samo wyobrażenie Bruna stojącego przy patelni. Jeszcze nigdy nie widziałam faceta, który dobrowolnie garnie się do kuchni.

Gdy weszłam do kuchni zaniemówiłam. Bruno stał brzy patelni bez koszulki, a jego tors... Może to płytkie, zachowuję się jak zacofana osoba podążająca za pierwotnymi instynktami, ale on jest najzwyczajniej w świecie najseksowniejszym facetem jakiego widziałam. Umięśnione ramiona i ten brzuch z lekko zarysowanymi mięśniami. Nie dość, że z charakteru jest idealny, to jeszcze... Aż się boję czym jeszcze może mnie zaskoczyć.

-Hej mała, co się stało?-Spojrzał na mnie z uśmiechem.

-Nie, nic.-Podeszłam do niego i pocałowałam go subtelnie w usta.-Spaliśmy razem?

-Nie mogłem się powstrzymać.-Uśmiechnął się tak słodko...-Jak już się do mnie przytuliłaś, to nie było odwrotu.-Podszedł do mnie i ucałował mnie w czoło.

Uśmiechnęłam się i oparłam się ręką o blat. Niestety nie poczułam, że położyłam dłoń na czymś mokrym. Ręka odjechała, a ja... ja przypierdoliłam głową w blat... Czułam łzy w oczach, nie dlatego, że bolało, płakałam ze śmiechu. Szybko się podniosłam i udawałam, że nic się nie stało. Bruno zaczął się śmiać.

-Mam wrażenie,że przydałby ci się kask.-Przytulił mnie mocno i pocałował czule w czubek głowy. Ciągle nie przestawał się śmiać.-Nic ci nie jest?

-Nie, nic...-Zaśmiałam się masując głowę.-Po tym występie zaczęłam się zastanawiać co tobą kieruję, że jeszcze nie uciekłeś.

-Każdy ma różne zboczenia, może mnie kręcą masochistki.-Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.-Zrobiłem jajka z bekonem, ale nie wiem czy powinienem dawać ci nóż, trochę się boję.-Powiedział z uśmiechem, a ja zmierzyłam go morderczym wzrokiem.

-Oj daj spokój, to twoja wina, rozpraszasz mnie.-Pocałowałam go, usiadłam przy blacie i zaczęłam jeść.

Po chwili otworzyły się drzwi. Bruno westchnął, ale nie ruszył się z miejsca. W kuchni pojawił się Ryan, a za nim wszedł Phil.

-Uuu.. romantyczne śniadanko, przeszkadzamy?-Zapytał Ryan z wrednym uśmieszkiem.

-Tak.-Powiedział Bruno mierząc go morderczym wzrokiem.

-To twój problem.-Phil się zaśmiał i usiadł obok mnie.

-Co powiecie na to, że jutro rozkręcimy u ciebie imprezkę-Ryan szturchnął Bruna w ramię.

-Może być, Ev co ty na to? Wpadniesz?-Chłopaki spojrzeli na mnie pytająco.

-Jutro nie mogę, pojutrze idę do pracy.-Powiedziałam, po czym zjadłam ostatni kawałek boczku.

-Oj tam, praca na kacu jest ciekawsza.-Zaśmiał się Ryan.

-Noo... Ja też bym chciała by kroił mnie skacowany chirurg, kto o tym nie marzy?-Powiedziałam sarkastycznie

-To może jeszcze dzisiaj?-Spojrzeli na mnie pytająco.

-Co wam tak zależy bym tam była?-Upiłam soku pomarańczowego i zmierzyłam ich ciekawym spojrzeniem.

-Chcemy poznać dziewczynę przyjaciela, nawet od tej pijanej strony. To jak?-Wszyscy spojrzeli na mnie maślanym wzrokiem.

-No niech będzie.-Powiedziałam z rezygnacją.

-Tylko pamiętaj imprezka nad basenem.-Ryan prawie krzyknął, po czym wybiegł z kuchni.-Do wieczora.

-Wiedziałam, że jest jakiś haczyk.-Zaśmiałam się spoglądając na Bruna.

-Cóż, chodzi o Ryana, on jest... Specyficzny.-Powiedział Phil.-Dobra ja spadam, muszę jeszcze namówić Urbanę, a to mi zajmie kilka godzin.-Zaśmiał się i wyszedł.

Gdy tylko usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, przesiadłam się na kolana Bruna, objęłam go i subtelnie musnęłam wargami jego usta.

-Teraz będziesz mnie miał cały dzień na głowie.-On zacisnął dłonie na moich udach i przysunął mnie bliżej siebie.

-Ani trochę mi to nie przeszkadza.-Powiedział z uśmiechem, po czym przygryzł delikatnie moją dolną wargę.

Zaczęliśmy się namiętnie całować. Wplątałam dłonie w jego włosy i rozkoszowałam się tą przyjemnością. Czułam jak jego dłonie podążają z moich ud powoli w górę. Przez chwilę się zawahał, ale ta chwila nie trwała długo. Gdy ścisnął moje pośladki cicho mruknęłam, po czym przerwałam pocałunek.

-Czemu przerwałaś? Przeszkadza ci, że...-Poczułam jak rozluźnia uścisk.

-Nie o to chodzi, ja po prostu nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak blisko mężczyzny, już zapomniałam jakie to przyjemne.-Bruno z uśmiechem przysunął usta do mojego ucha.

-A mogłoby być jeszcze przyjemniej.-Szepnął.

Poczułam dreszcz na karku. W mojej głowie kłóciły się dwa głosy, jeden krzyczał "No dalej, żyj chwilą, chcesz tego, pragniesz go", a drugi "pomyśl, jeśli to zrobisz, a on się tobą znudzi, to zaboli jeszcze bardziej". Niestety, ten drugi głos był głośniejszy.

-Bruno, ja jeszcze...-Powiedziałam cicho odwracając wzrok.

-Mała rozumiem.-Złapał mnie za brodę i odwrócił w swoją stronę, tak bym patrzyła mu w oczy.-Poczekam aż będziesz gotowa, co prawda czasem wspomnę o seksie, ale cóż jestem facetem, w dodatku niewyżytym, nie spodziewaj się zbyt wiele.-Oboje się zaśmialiśmy.

-Uwierz mi, czuję, że jesteś trochę niewyżyty.-Oboje się zaśmialiśmy.

-Ja nad tym nie panuję, to twoja wina, jesteś zbyt seksowna.-Musnął ustami moją szyję, gdy nagle zadzwonił mój telefon.

Sięgnęłam po niego, spojrzałam na wyświetlacz i westchnęłam. Bella będzie się wypytywać dlaczego nie wróciłam na noc, a na dodatek pewnie będzie mi coś wmawiać. Spojrzałam na Bruna zrezygnowana i odebrałam.

-Hej siostrzyczko, czemu nie wróciłaś na noc?-Ton Belli sprawił, że zaczęłam się gotować.

-Trochę się zasiedziałam, poza tym, co ty taka troskliwa?-Chciałam wstać, ale Bruno złapał mnie mocno za pośladki i przyciągnął do siebie. Gdy wylądowałam na jego rozporku z mojego gardła wydarł się cichy jęk.

-Eve co ty tam robisz?-W tej chwili naszła mnie ochota by udusić Bruna, który ledwo powstrzymywał śmiech.

-Nic, wiesz co, nie mogę teraz gadać, może jak wrócę do domu.-Rozłączyłam się i odłożyłam telefon na blat.-Nie mogłeś się powstrzymać?

-Nie wiedziałem, że tak zareagujesz.-Zaśmiał się i pocałował mnie w usta.

-Jeśli mam być szczera ja też nie wiedziałam.-Zaśmiałam się i spojrzałam na zegarek, szlag, już czternasta.-Powinnam chyba skoczyć do domu by się trochę ogarnąć. Tak w ogóle na którą mam być?

-A bo ja wiem, gdzieś pewnie koło siedemnastej. Potrzebujesz aż trzech godzin by się przyszykować?

-Nie, ale potrzebuję z pięciu, by wyjaśnić Belli dlaczego jęknęłam do słuchawki, a powiedzenie "Bo wylądowałam na jego kroczu" raczej nie jest najlepsze.-Oboje się zaśmialiśmy.

Spędziłam jeszcze jeszcze pół godziny z Brunem, po czym pozwolił mi pójść do domu. W ogóle nie chciałam iść, ale jakbym została Bella wydzwaniałaby do mnie średnio co pięć minut, by dowiedzieć się co robię.

Gdy byłam już pod drzwiami, nabrałam oddechu i weszłam do środka. Od razu usłyszałam wołanie Belli dobiegające z salonu. Westchnęłam i weszłam do środka. Bel i Axel siedzieli na kanapie i patrzyli na mnie, szeroko się uśmiechając.

-Co ty robiłaś u niego całą noc?-Axel spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym "ja i tak wiem".

-Nic co mogłoby was zainteresować.-Przewróciłam oczami i rzuciłam się na fotel.

-A to do telefonu...

-Nic z nim nie ro.. Z resztą nie muszę się nikomu tłumaczyć. Wiem co robiłam, nic mi nie wmówicie.-Wskazałam palcem od jednego do drugiego, mierząc ich przenikliwym wzrokiem.

-Oj no weź siostrze możesz powiedzieć...

-Serio, nie uprawiałam z nim seksu, tak trudno zrozumieć?

-A ten jęk..-Bella już nie mogłam wytrzymać i się zaśmiałam.

-Taaa... Każda kobieta, która uprawia seks z chłopakiem odbiera telefon od siostry, by zapytać co u niej. No jasne... Przecież ty też tak robisz.-Spojrzałam na nią z uśmiechem.

-No ok, może racja, ale ten...

-Koniec, to dlaczego zachowałam się tak a nie inaczej zostanie między mną a Brunem, kropka.-Wstałam z miejsca i podeszłam do drzwi.-Idę się ogarnąć, a wy może zamówicie coś na obiad.-Oboje tylko skinęli głową.

Po szybkim prysznicu i jako takim ogarnięciu się do stanu używalności, zeszłam na dół by coś zjeść. W kuchni na blacie leżała pizza, a obok niej był przygotowany dla mnie talerz. Wzięłam kawałek i rozsiadłam się na fotelu w salonie. Axel wraz z Bella siedzieli na kanapie i karmili się wzajemnie... Nie mogłam na to patrzeć. Odłożyłam talerz z prawie nienaruszoną pizzą i wstałam.

-Ja idę, bawcie się dobrze, bo prawdopodobnie znów nie wrócę na noc.-Wsunęłam trampki na nogi i wyszłam z domu.
____________________________________
*Jako taki, ale jak na razie akcja trochę będzie sie ciągnąć jak flaki z olejem...*
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Świetny. .♥. Bella jaka dociekliwa :D No ciekawe ciekawe co się będzie działo na tej imprezie. Czekam na następny :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Cholernie mi się ostatnio nudziło i postanowiłam namalować kolejnego Brunka. Oto kolejne moje pseudo dzieło.


Jak się podoba?
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Ostatni odcinek dodałam wyjątkowo dawno temu, ale cóż, jeśli mam być szczera nie mam motywacji do pisania. Mam wrażenie, że moje opowiadanie czyta tylko jedna osoba...
Drodzy czytelnicy jeśli jest was więcej to proszę dajcie mi znak, jakikolwiek, bo zastanawiam się nad skończeniem opowiadania...
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Ja czytam.Masz talent do pisania.Nie kończ opowiadania. Czekam z niecierpliwością na następny. :*
  • awatar weź-się-ogarnij: ja czytam :) więc nie przestawaj pisać ;) nie mogę się doczekać następnej części
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*W końcu udało mi się coś napisać, ostatnio w ogóle nie mam pomysłu co pisać... za to mój posrany mózg zaczął tworzyć w głowie, nowe opowiadanie... Cóż, jest to co jest, życzę miłego czytania.*
_________________________________________

Skończyłam pracę o szesnastej, pożegnałam się z Gabrielem i od razu pojechałam do domu. Gdy weszłam do domu nikogo nie było, nie przeszkadzało mi to. Zrobiłam sobie jajecznicę, zjadłam przed telewizorem i nie musiałam słuchać, pytań, narzekań, ani co najlepsze nie musiałam patrzeć jak Bell i Axel się migdalą, cudowny dzień.

Siedziałam trochę przed telewizorem, gdy spojrzałam na zegarek. Za dziesięć osiemnasta... O (wymieńcie sobie losowe przekleństwa, wyjdzie na to samo) nie wyrobię się! Zerwałam się z kanapy i pobiegłam na górę. Wyrzucałam ubrania z szafy nie mogąc się zdecydować co ubrać. Ku&*# Eve nie masz czasu na bycie niezdecydowaną kobietą!

W końcu ubrałam na siebie czarne leginsy i czerwoną bluzkę bez ramiączek. Nasunęłam na nogi czerwone buty na trzy centymetrowym koturnie i spojrzałam na zegarek. Za trzy... Jeszcze włosy, muszę zdążyć. Zbiegłam do łazienki, złapałam szczotkę i zaczęłam rozczesywać włosy. Drugą ręką myłam zęby. Cholera, dlaczego zawsze jak się śpieszę moje włosy są jak lampki świąteczne, za chiny tego nie rozplącze.

I nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Cholera. Wyplułam pastę, opłukałam szybko usta, dwa razy przejechałam szczotką po włosach i nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Przejechałam po włosach szczoteczką do zębów... Na rudych włosach miałam dwa białe pasemka... Brawo dla mnie i mojego jednocyfrowego IQ! Brawo! Co ja teraz do cholery mam zrobić?

Znów dzwonek do drzwi... No chyba nie pozwolę mu stać pod drzwiami. Wyszłam z łazienki i udałam się do przedpokoju. Przez judasz spojrzałam na Bruna. Stał ubrany w koszulę w kratę, a na głowie miał brązowy kapelusz. Westchnęłam i otworzyłam mu drzwi.

-Witaj skarbie.-Powiedział na powitanie i pocałował mnie subtelnie w usta.-Co ty masz na włosach.-Zapytał po chwili.

-Pastę do zębów.-Odpowiedziałam tak jakbym mówiła o pogodzie.

-A dlaczego jeśli mogę spytać?-Bru spojrzał na mnie z uśmiechem.

-Bo jestem nierozgarnięta, śpieszyłam się i... Tak jakoś samo wyszło.-Oboje się zaśmialiśmy.-Dasz mi pięć minut bym mogła się tego pozbyć?-Zapytałam wskazując na białe pasemka.

-Jasne, nigdzie nam się nie śpieszy, przecież mamy dla siebie cały wieczór.-Uśmiechnął się słodko i pogłaskał mnie po policzku.

-Czuję się dziwnie, jak się tak na mnie patrzysz, a ja mam coś białego we włosach.-Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

-Jesteś zboczona, nawet nie wiesz jak bardzo cię za to uwielbiam. Mogę zobaczyć twój pokój?-Zapytał spoglądając na schody.

-Może następnym razem, dzisiaj zależało mi na czasie i wszystkie ubrania z szafy wylądowały na podłodze.-Uśmiechnęłam się do niego.

-Skąd ja to znam...-Oboje się zaśmialiśmy.-To poczekam w salonie.

Weszłam do łazienki i wilgotnym ręcznikiem zaczęłam ścierać pastę z włosów. Gdy nagle usłyszałam dźwięk gitary. Szybko wyczyściłam włosy i żwawym krokiem ruszyłam do salonu.

Bruno siedział na kanapie z moją czerwoną gitarą opartą na udzie. Bru i gitara to widok taki, że... Boże daj mi słowa bym mogła to opisać, bo się nie da. Usiadłam obok niego i pocałowałam go w policzek.

-Gotowa?-Zapytał odkładając gitarę.

-Jedźmy.-Podniosłam się z kanapy i zgarnęłam kluczyki od domu z szafki.

Po dwudziestu minutach jazdy autem Bruna, zatrzymaliśmy się na podjeździe ogromnej willi. Bruno wysiadł, ale ja z wrażenia nie mogłam się ruszyć. Jak bardzo znany jesteś, by móc pozwolić sobie na taki dom.

Bruno obszedł auto i otworzył mi drzwi. Na widok mojej miny się zaśmiał.

-Eve, skarbie.-Bru podał mi rękę, a ja złapałam go za dłoń i wysiadłam z auta.

-To dla mnie szok. Nie spodziewałam się, że mieszkasz w takim domu.-Spojrzałam na niego wielkimi oczami.

-Dlaczego? Bo jeżdżę zwykłym autem, nie mam na nadgarstku roleksa?-Pocałował mnie delikatnie w czoło.

-Nie, raczej dlatego, że samotny facet nie kojarzy mi się z wielkim domem. Raczej mały domek, góra dwie sypialnie. Nikt nie lubi gnić sam w wielkim domu.-Uśmiechnęłam się do niego.

-Sam, czasem chciałbym pobyć sam. Ja tu przychodzę tylko spać. Imprezy, studio, trasy...-Mówił otwierając drzwi.

Weszłam do nowocześnie wykończonego domu. Każdy mebel, wazon czy obrazek, wyglądał tak jakby ktoś planował ich ustawienie dopieszczając każdy szczegół.

-Chodź, chyba nie będziemy tak stać w przedpokoju.-Złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu.

W środku salonu stała kanapa i dwa fotele z białej skóry, a obok nich stolik z czarnego szkła. Na ścianie na przeciwko wisiał duży telewizor. Na przeciwnej ścianie wisiały gitary różnej maści i stał barek. Pokój ogólnie był minimalistycznie urządzony, tak jakby miał pomieścić jak najwięcej osób.

-Masz na coś ochotę?-Zapytał gdy usiadłam.

-A ty też jesteś brany pod uwagę?-uśmiechnęłam się do niego.

-Mnie już dawno zamówiłaś.-Pocałował mnie delikatnie w usta.

-Jedyne zamówienie zrealizowane do końca.-Objęłam jego twarz dłońmi i zaczęłam pieścić jego wargi.

Bruno położył mnie na kanapie i zaczął coraz natarczywiej mnie całować. Odsunął się na chwilę by spojrzeć mi w oczy. Wisiał tylko kilka centymetrów nade mną, opierając ręce na podłokietniku. Podniosłam się lekko i zaczęłam całować go po szyi. Chciałam dać się ponieść, raz w życiu zachować się jak głupi szczeniak. Bruno przysunął się do mnie i zaczął bawić się moimi wargami.

Z jednej strony mam ochotę zabić idiotę, który zadzwonił do drzwi, ale z drugiej chce mu podziękować, bo gdyby nie ten dzwonek, zrobiłabym coś czego mogłabym żałować.

Bruno spojrzał z wyrzutem w stronę z której wydobywał się natarczywy dźwięk dzwonka. Westchnął, pocałował mnie w czoło i wstał.

-Jeśli nie otworzę będą tam stać do jutra...-Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na niego z lekkim zawodem.

-I cały wieczór poszedł się jebać.

-Szkoda, że nie my...-Oboje się zaśmialiśmy.

-Wiesz, że i tak na za dużo bym ci nie pozwoliła.

-Ale spróbować warto.-Pocałował mnie jeszcze raz i poszedł do przedpokoju.

Ta... nie pozwoliłabym ci... chciałabym wierzyć w to, że jakby nikt nam nie przerwał, to ja bym to przerwała. Cholero jedna, musisz być taki przystojny, musisz... Przystojny, słodki, uroczy... Żadna kobieta na świecie nie byłaby w stanie ci się oprzeć.

Usłyszałam kilka głosów dobiegających z przedpokoju i lekko poirytowany głos Bruna.

-Bruno weź przestań od tygodnia nie imprezowaliśmy, co jest takie ważne, że...-I w tej chwili tłum weszła czwórka mężczyzn do salonu.-No hej.-Powiedział dobrze zbudowany Hawajczyk.

-Chłopaki poznajcie Eve.-Powiedział Bruno przeciskając się do salonu.-Ev poznaj Ryana, Phila, Phreda i Erica.-Bru wskazywał na każdego po kolei.

-Cześć.-Powiedzieli wszyscy jednocześnie.

-Bruno teraz już rozumiem, dlaczego nie chcesz iść na imprezkę, tu się pewnie lepiej bawisz.-Ryan szturchnął w ramię Bruna, który wyglądał jakby miał go zabić.

Wszyscy mi się przyglądali.

-Patrzycie się jakbyście pierwszy raz na oczy kobietę widzieli, czuję się jak zwierze w zoo.-Spojrzałam na nich poirytowana.

-Sorry, po prostu jesteś... no wow.-Powiedział Eric, a ja się zaśmiałam.

-Odbiorę to jako komplement.

-Dobra, to my nie przeszkadzamy, rozumiemy, że nie chcesz się stąd ulotnić Bruno.-Ryan poklepał go po plecach i chłopaki powoli zaczęli wychodzić.

-Wow, pierwszy raz nie musiałem kląć byście wyszli, postęp.-Wszyscy się zaśmiali.

Po chwili usłyszałam dźwięk, przekręcania klucza w zamku. Jak dobrze, że nie zostali to długo. Nie chciałam pytań, ani wścibskich spojrzeń. Chciałam pobyć sam na sam z Brunem.

-Twoi znajomi są tacy... hmm... nierozgarnięty.-Powiedziałam z uśmiechem do Bruna, który podchodził do barku.

-E tam, dzisiaj wydawali się być ponad przeciętnie normalni, jak na nich oczywiście. Czego byś się napiła?-Zapytał spoglądając na mnie z uśmiechem.

-Może jakiś drink?

-Whiskey z colą?-W odpowiedzi kiwnęłam tylko głową.

Siedzieliśmy długo, rozmawiając i pijąc. Nim się obejrzałam zasnęłam na kanapie z głową na kolanach Bruna.
___________________________________________
*Kto w ogóle to czyta, bo mam wrażenie, że piszę tylko dla jednej osoby...*
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Cudowny.Kurczę chłopaki musieli im przeszkodzić , ciekawe do czego by tam doszło?? :D Bru i Eve pasują do siebie idealnie. :* A ta akcja z pastą była genialna rozwaliła mnie na łopatki :D Myślę że dużo osób czyta ale nie komentuje.Nie ma co się przejmować. .♥.
  • awatar One Band- my story: super *zapraszam do mnie * :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Ogólnie pisanie szło mi strasznie... Jak krew z nosa, a w rezultacie odcinek wyszedł dłuższy niż chciałam... No tak. Mam nadzieję, że choć trochę wam się spodoba. Miłego czytania ^^*
______________________________________________________

*Tak w skrócie*

W poprzednim odcinku Bruno wpada do Eve. Główna bohaterka opowiada Bru dlaczego trzyma go na dystans. Jego reakcja na jej zwierzenia utwierdza ja tylko w tym, że jest troskliwym i naprawdę słodkim facetem. Dochodzi między nimi do pierwszego zbliżenia... Co będzie dalej? Przekonaj się.

*Eve Angel part 8*

Nasze wargi się stykały, gdy nagle ktoś wszedł. Odsunęłam się od Bruna i spojrzałam na drzwi. Zabiję Belle, umrze śmiercią męczeńską. Pożałuje, że się urodziła. Rzuciłam jej tylko mordercze spojrzenie, ale w głowie wymyśliłam już czterysta sposobów jak zabić ją łyżką do kawy.

-Nie sądziłem, że kiedyś zobaczę Eve w takiej jednoznacznej sytuacji.-Powiedział Axel wchodząc do salonu.

-A zamknij się.-Spojrzałam na niego poirytowana.-Co wy tu robicie?

-Axel jest niemotą i nie zarezerwował pokoju w hotelu, więc po romantycznej kolacji w restauracji musimy spędzić uroczy wieczór z wami. Taka... podwój na randka.-Spojrzałam na Bruna zrezygnowanym wzrokiem.

Bruno tylko wzruszył ramionami.

-Nie słyszę sprzeciwu, czyli jest dobrze.-Bella klasnęła w dłonie i usiadła na kolanach Axela, który już zdążył rozsiąść się w fotelu.-Czym się zajmujesz Bruno?-No i zaczęła się loteria.

-Jak na razie próbuję powstrzymać śmiech.-Uśmiechnął się do mnie.-Żałuj, że nie widzisz swojej miny Ev, wyglądasz jakbyś miała zaraz kogoś zabić.-Pocałował mnie delikatnie w policzek.

-Wiesz, ja już znalazłam idealne miejsce gdzie ich pochować. Jakieś sto kilometrów stąd jest taka ładna rzeka...-Wszyscy się zaśmialiśmy.-Jeśli nie możesz z czymś walczyć, musisz to zaakceptować, chce ktoś pić?-Zapytałam patrząc na Belle, która od razu podniosła rękę.-Tak trudno powiedzieć: nie fatyguj się siorka, ja zrobię.

-Nawet trudniej niż ci się wydaje.-Wstałam z miejsca i pokazałam jej język.

-Pójdę z tobą.-Bruno wstał i poszedł za mną do kuchni.

Gdy tylko znaleźliśmy się w kuchni, Bruno przyparł mnie do ściany, której nie było widać z salonu. Oparłam ręce na jego ramionach i spojrzałam mu w oczy z uśmiechem.

-A co jak wejdą?-Przysunęłam się tak blisko, że nasze usta dzieliły milimetry.

-Jesteśmy dorośli skarbie, możemy robić co nam się żywnie podoba.-Czułam zapach jego odurzających perfum, a jego oddech na moim karku sprawiał, że miałam ochotę ściągnąć z niego koszulę.

-To dobrze, że podzielasz moją opinię.-W tej chwili zbliżył się do mnie tak bardzo, że próbę oddychania można by było nazwać seksem.

Wplątałam dłonie w jego cudowne, jedwabiste włosy i obserwowałam każdy jego ruch. Po chwili zawahania nasze usta się spotkały. Zamknęłam oczy i odwzajemniłam ten jakże cudowny pocałunek. Delektowałam się jego ustami, a on moimi. Żaden chłopak mnie tak nie całował, nigdy. Czułam jak jego dłonie zjeżdżają po mojej tali i zatrzymują się dopiero na udach. Odsunęliśmy się od siebie dopiero jak zabrakło nam tchu i to też na niezbyt długo, bo po chwili nasze usta złączyły się ponownie. Gdy odsuwał się ode mnie, delikatnie przygryzł moją dolną wargę.

-Jeśli tak całujesz, to ja boję się spytać jaki jesteś w łóżku.-Szepnęłam i musnęłam ustami jego wargi.

-Mogę ci pokazać.-Uśmiechnął się i pocałował mnie subtelnie w szyję. Przez całe moja cało przebiegł przyjemny dreszcz.

-Za wcześnie kotku, za wcześnie. Jeszcze trochę poczekasz.-Przejechałam dłonią po jego torsie i ruszyłam w stronę blatu.

-Będę czekał ile będzie trzeba, bo wiem, że warto.-Podszedł do mnie i objął mnie w pasie.

-Przestańcie się migdalić i w końcu tu przyjdźcie!-Krzyknęła Bell z salonu.

Pocałowałam delikatnie Bruna w usta i oswobodziłam się z jego objęć. Wyjęłam z lodówki colę, a Bruno z szafki nad zlewem wyciągnął literatki. Gdy weszliśmy do salonu Bru od razu rozsiadł się na kanapie, a gdy obok niego przechodziłam złapał mnie za uda i posadził na swoich kolanach. Mars zrobiłeś się śmiały, bardzo śmiały i nie wiem czy mam się cieszyć, czy uciekać. Nie schodząc z jego kolan sięgnęłam do barku po whisky i zaczęłam nalewać Belli i Axelowi do szklanek. Axel cały czas dziwnie nam się przyglądał.

-Nadal nie wiem jak udało ci się do niej dotrzeć, przecież jest oziębłą małpą.-Powiedział do Bruna, który się zaśmiał.

-Eve czy ty kogoś przede mną udajesz, bo ja cię widzę zupełnie inaczej niż cie wszyscy dookoła opisują.-Spojrzał na mnie z uśmiechem, podnosząc jedną brew.

-Nakryłeś mnie, tak na prawdę jestem jak czarna wdowa, albo modliszka.-uśmiechnęłam się do niego i upiłam łyk drinka.

-Tylko pamiętaj, one zanim pozbędą się swojej ofiary, najpierw uprawiają z nimi seks.-Wszyscy wybuchli śmiechem.

-Jesteś powalony.

-A ty się ze mną spotykasz z własnej woli, wychodzi na to,ze kto jest bardziej nienormalny?-Podniósł jedną brew.

-Nadal ty.-Zaśmiałam się i delikatnie pocałowałam go w policzek.

-Jesteście tak prze potwornie uroczy...-Powiedziała Bella patrząc na ans jak na karton wypełniony po brzegi małymi kotkami.-Mogłabym was...-nagle odezwał się telefon Bruna.

-Przepraszam, muszę odebrać.-Wyciągnął telefon z kieszeni, ale nie ruszył się z miejsca, najwyraźniej nie miał nic przeciwko temu, że będę słyszeć o czym rozmawia.-Streszczaj się Phil.-Chwilę czegoś posłuchał i się rozłączył.-Muszę iść, mają jakiś kataklizm w studiu.-Pocałował mnie delikatnie w usta.-Nie pogniewasz się?

-No co ty, jak mus to mus i tak dużo czasu mi poświęcasz.-Wstałam z jego kolan i za nim ruszyłam do przedpokoju.

-Jak tylko wrócę do domu zadzwonię.-Złapał mnie delikatnie za brodę i subtelnie pocałował mnie w usta.

Poczekałam aż doszedł do furtki i dopiero wtedy zamknęłam za nim drzwi. Gdy wróciłam do salonu Bella i Axel uważnie mi się przyglądali, a ich uśmiechy były... niepokojące. Złapałam swojego drinka i rozsiadłam się w fotelu.

-Jak on się całuje?-Po pytaniu Belli przewróciłam oczami.

-Zajebiście.-Spojrzałam na nią poirytowana i upiłam spory łyk drinka.

-Co tak zachłannie pijesz?-Zaśmiał się Axel.

-Może jak się nawalę, to przestaną mi przeszkadzać wasze głupie pytania.-Wypiłam kolejny spory łyk.-Nie, nadal będą przeszkadzać.-Kolejny łyk.-Nie, nadal jestem za trzeźwa.-Bella i Axel się zaśmiali.

-Zaproponujesz mu bycie osobą towarzyszącą na naszym ślubie?-Axel był równie ciekawski co Bella... Jak teraz tak na to patrzę to w zasadzie idealnie się dobrali.

-Wasz ślub jest w grudniu... Myślicie, że Bruno tyle ze mną wytrzyma?-Teraz ja też się zaśmiałam.

-Nie w grudniu, tylko w październiku. Chcemy się pobrać jak będzie trochę cieplej.-Bella uśmiechnęła się do mnie delikatnie.-A ty jako moja druhna zajmiesz się przygotowaniami. Jeśli będę miała takie wesele jakie zorganizowałaś Alice to będę ci na kolanach dziękować.-Zaśmiałam się.

-Ale wiesz Ślub Alice był trzy lata temu... Nie jestem pewna czy potrafiłabym to przebić, albo przynajmniej powtórzyć... poza tym jej chłopaka lubię, a Axel... Wiesz jak mnie wkurwi, to coś "przez przypadek" może zostać pominięte...

-Mamy nie komentować, ani nie pytać o Bruna?

-Jakiś ty domyślny Axel, brawo, wygrywasz dzisiejszy teleturniej "Jak nie wkurwiać Eve" Dziękuję, dobranoc.-Wstałam z miejsca, zabierając ze sobą szklankę.-Jak coś będę grać na fortepianie, więc nic nie będę słyszała.-Dolałam sobie whisky i wyszłam do przedpokoju.

Weszłam do pokoju, postawiłam szklankę na fortepianie i zaczęłam grać. Zagrałam kawałek ulubionego utworu, gdy mnie coś naszło. Wstałam od instrumentu, podeszłam do laptopa i założyłam słuchawki. Przypomniał mi się plakat, który reklamował występ Bruna. Moja ciekawość wygrała, muszę usłyszeć choć jedną jego piosenkę. Wpisałam w Google "Bruno Mars", ale zanim wcisnęłam enter pomyślałam o Brunie i o momencie kiedy powiedział, że ma dość kobiet, które są z nim tylko dlatego, że jest znany... Westchnęłam i zamknęłam laptopa. Cóż jak na razie będę żyć w niewiedzy.

Dopiłam whisky i rzuciłam się na łóżko. Ciągle dręczyło mnie jaką muzyką Bruno się zajmuje, o czym śpiewa, czy nawet jak śpiewa... Ciągle myśląc ja ten jego słodki głos brzmi z podkładem w końcu zasnęłam.

Obudziłam się rano i od razu otworzyłam laptopa. Zapomniałam, że wczoraj go nie wyłączyłam, ciągle był uśpiony. Gdy wyłączyłam wygaszacz pojawiła mi się strona google, a w pasku nadal było wpisane "Bruno Mars". Wcisnęłabym enter i już nie musiałabym umierać z ciekawości. Westchnęłam i wpisałam w pasku stronę swojego banku. Nie sprawdzę go... nie zrobię tego. Sprawdziłam środki na kącie, zrobiłam rachunki i poszłam się przebrać, bo wczoraj nie dałam rady rozebrać się przed snem.

Zeszłam na dół w dresach, zgarnęłam mp4 z szafki w salonie i wyszłam pobiegać. Gdy wróciłam z przebieżki, przebrałam się tylko, wsiadłam w auto i pojechałam do kliniki. Praca jak zwykle, tylko dzisiaj miałam siedzieć tam do piętnastej. Gdy weszłam do środka od razu zauważyłam Gabriela.

-Hej malutka, co tam u ciebie?-Powitał mnie z uśmiechem.

-Hej Gab, wszystko dobrze, a nawet lepiej.-Uśmiechnęłam się do niego.-A u ciebie jak?

-Nudy, totalne nudy... Może byśmy się razem gdzieś wybrali?

-Gabriel, proszę przestań, wiesz, że nic by z tego nie było. Poza tym jestem zajęta.-Wzięłam karty z blatu i spojrzałam na dane pierwszego pacjenta.

-Nienawidzę tego...-Nagle odezwał się mój telefon.

-Przepraszam.-Powiedziałam i odebrałam.-Halo.

-Hej Skarbie, co robisz?-Usłyszałam głos, który sprawiał, że uśmiech od razu pojawiał się na mojej twarzy.

-Zaczynam kolejny nudny dzień, w pracy.-Usiadłam w gabinecie i otworzyłam kartę pacjentki.

-Czyli przeszkadzam?

-Nie, pierwsza wizyta dopiero za pół godziny. Po co dzwonisz?-Zapytałam nie potrafiąc skupić się na niczym innym niż na jego słodkim głosie.

-By posłuchać twojego subtelnego głosu i może zaprosić cię do siebie... Wyłączymy telefony, zamkniemy dom... Tym razem nikt nie zniszczy nam wieczoru.

-Wiesz, że nie możesz liczyć na zbyt wiele...

-Co? Nie to miałem na myśli... Chcę spędzać z tobą czas tylko po to by pieścić twoje usta i trzymać cię z ramionach Skarbie.-Przyłapałam się na tym, że zaczęłam bawić się kosmykiem włosów.

-Podaj mi adres i o której mam przyjść?

-Przyjadę do ciebie o osiemnastej. Do zobaczenia skarbie.

-Do zobaczenia.-Rozłączyłam się i z uśmiecham założyłam fartuch.
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Aaa pocałowali się.Oni są tacy słodcy. Uuu ciekawe co tam Bruno przyszykuje. Czekam z niecierpliwością na następny. .♥. :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nudziło mi się i przez trzy dni robiłam rysunek Bru na kartce A3... Jakość nie jest powalająca... wręcz katastrofalna, ale cóż wstawię ^^ Na żywo wygląda lepiej...
Jak się podoba?
 

 

OMG TEN TELEDYSK JEST TAKI ODIA SJO ISHAOIH (Choć jest moment, gdy jest po prostu psycho...) JEGO UŚMIECH I TEN TANIEC PO PROSTU ORGAZM W CZYSTEJ POSTACI ODS AKDP CO SIĘ BĘDĘ ROZPISYWAĆ PO PO PROSTU ZAJEBISTE VIDEO!!!!!!!!

*PS:. Świetnie jest być w pierwszej setce oglądających teledysk xD Mała rzecz a cieszy ^^*
  • awatar Marsoholic: @Another Bruno Mars's Stories: wiem, ze to nie ważne, ale mimo to, radocha jest xD
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Ooo gratki :D w pierwszej setce czy w tysiącu nieważne, ważne żeby odtworzyć i zobaczyć to dzieło :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie wierzę,że to dzisiaj mijają dwa lata odkąd zaczęłam słuchać Bruna.
Najlepsze dwa lata życia.
Te emocje gdy oglądałam każdy jego występ live, albo głosowanie na Bru przy każdej okazji, nie ważne czy zwykła gala, czy Grammy.
Ten szał gdy po raz pierwszy odsłuchałam swoich oryginalnych płyt...
Cieszy mnie fakt, że mimo tego iż minęły już dwa lata, mój zapał oraz Mars Sars nadal jest takie samo jak przy początku. Może mniej to okazuje, ale nadal kocham debila.
Te dwa lata minęły tak jakby to był jeden dzień. Pamiętam jakby to było wczoraj jak po raz pierwszy włączyłam TLS i zakochałam się w jego tańcu i ten moment gdy ściąga spodnie i na początku czuło się to zawstydzenie, za to teraz ciągle czeka się na ten moment. Każdy zawód gdy Bruś nie dostał jakiejś statuetki, czy ta radość przy każdym nowym teledysku (Poza IWR wtedy ryczałam jak głupia, każdy orgazm przy jakimś jego kolejnym zdjęciu... To wszystko sprawia, że bycie Hooliganem to coś niezwykłego.
Co się będę rozpisywać, po prostu cieszę się, że to akurat Bruno jest moim idolem.
I ciesze się, że moja rodzinką są tacy wspaniali Hooligans jak wy.
Dziękuję za te dwa lata i mam nadzieję, że takich lat będzie dużo więcej ;*
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Gratuluję kolejnej!!! :D cieszę się że do nas dołączyłaś, że dzieliłaś z nami piękne chwile! Oby jak najwięcej takich lat! :)
  • awatar Słodziak-z-niego: @Marsoholiczka: aaaa ale macie ekstra!! :D
  • awatar Marsoholiczka: @Słodziak-z-niego: Nie ma dwóch blogów, po prostu się znamy w realu i poznałyśmy Bruna razem, więc rocznica w ten sam dzień :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Pinger nawala i chyba nie chce bym dodawała odcinki za wcześnie. dodałam go 11 dni temu, ale nie było go na moim pingu jak się wylogowała. Podobno widać go było we wpisach znajomych, czyli jest możliwość, że niektórzy z was go widzieli.*
________________________________________
Nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, nic. Ostatnio coraz częściej mam problemy ze snem. Zacznę brać jakieś środki nasenne, bo nie wytrzymam. W dołu dochodziły pojękiwania Belli i Axela, co wcale nie pomagało mi zasnąć, wręcz przeciwnie. Leżałam wpatrując się w sufit, w tle słysząc okrzyki Bell "Dochodzę, dochodzę"... Jeszcze trochę a wyrwę sobie uszy. Poduszą stłumiłam te odgłosy i wreszcie zasnęłam.

Siedziałam w kinie wpatrując się w pusty ekran. Światła były przyciemnione, a sala kinowa była prawie pusta... W końcu seans zacznie się dopiero za piętnaście minut. Siedziałam praktycznie na samym środku, a po mojej lewej stronie siedział Bruno. Nie zwracał uwagi na nic innego jak na mnie. Położył dłoń na moim udzie i słodko się do mnie uśmiechnął.

-Jesteś jakaś rozkojarzona.-Powiedział słodkim głosem.

Nic nie powiedziałam tylko wpatrywałam się w jego dłoń. Ty sprawiasz, że nie potrafię się skupić. Ty sprawiasz, że nie mogę spać. To ty sprawiasz,że mam ochotę porwać swój życiowy regulamin. To tylko i wyłącznie przez ciebie mój świat stanął na głowie i ja... ja uwielbiam cię za to.

Bruno po chwili milczenia chciał zabrać dłoń, ale ja go powstrzymałam.

-Przepraszam, że jestem taka nierozgarnięta, ostatnio nie potrafię się na niczym skupić.-Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i splotłam nasze palce razem.-A to tylko i wyłącznie twoja wina.

-Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo.-Uśmiechnął się słodko i pocałował mnie w policzek.

Chce znaleźć jedną twoją wadę, tylko jedną... Nie mogę żyć w przekonaniu, że jesteś idealny, bo jakby coś nie wyszło za bardzo bym tego żałowała. Usłyszałam grzmot z głośników, podniosłam wzrok z dłoni Bruna, którą tak mocno trzymałam i zaczęłam wpatrywać się w ekran, na którym widać było same reklamy.

...

Rozsiadłam się w fotelu przed telewizorem, a po chwili w salonie pojawiła się Bella. Spojrzałam tylko kątem oka na siostrę i z powrotem zwróciłam wzrok w stronę ogłupiającego ekranu.

-Siorka jesteś jakaś spięta, coś się stało?-Zapytała z wejścia.

-Co?... Nie, nic.-Powiedziałam nie patrząc na nią, tylko przerzucając kanały w telewizji.

-Zerwaliście?

-Nie, po prostu Bruno ma dzisiaj pierwszy raz wpaść... Cały dom wysprzątałam do czysta i nie wiem czym się zająć.-Wyłączyłam telewizor i spojrzałam na siostrę.-Myślisz, że dobrze zrobiłam zapraszając go do siebie?

-Byliście na dziewięciu randkach, uwierz mi ten chłopak już wystarczająco się nacierpiał, żyjąc w ciągłej niepewności, że w każdej chwili mogłabyś to wszystko przekreślić.-Uśmiechnęła się do mnie delikatnie.-Dlaczego nadal trzymasz go na dystans?

-Bo nadal nie poznałam żadnej jego wady, nie chcę się na nim zawieść, a na dodatek boję się, że znów mógłby mnie ktoś skrzywdzić.-Westchnęłam.

-Nie możesz zakładać z góry, że każdy facet to świnia.-Poklepała mnie po ramieniu, a ja się do niej uśmiechnęłam.

-Wiem, ale ja powoli popadam w paranoję... Oby mnie wyleczył.-Spojrzałam na nią podnosząc jedną brew.

-Zamierzasz się z nim pieprzyć?-Zapytała zaaferowana.

-CO?! NIE! Nie teraz, oszalałaś?-Zaśmiałam się.-Ty na prawdę masz nie po kolei w głowie.

-Po kimś musisz to mieć.-Szturchnęła mnie w ramię.-To o której będzie?

-Około osiemnastej, a co?

-Bo jest już siedemnasta trzydzieści.-Powiedziała Bell patrząc na zegarek.-Mam wybyć z domu?

-Tak i to jak najdalej, bo nie chce brać udziału w teleturnieju "Chce wiedzieć o tobie wszystko, nawet to czym podcierasz d**ę po sraniu"...

-Nie jestem aż tka ciekawska... No może trochę... No dobra, bardzo! Już się zmywam. I tak miałam iść do Axela na noc.-Zabrała kurtkę z wieszaka i otworzyła drzwi.-Baw się dobrze, prezerwatywy są...

-Wyjdź już!-Powiedziałam rzucając w nią poduszką.

-Dobra, już dobra.-Zaśmiała się i zamknęła za sobą drzwi.

Zaczęłam się szykować. Przebrałam się w coś co nie wygląda jak piżama i rozpuściłam włosy. Gdy weszłam do kuchni zabrzmiał dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek wiszący and drzwiami... Osiemnasta jeden, czy on się nigdy nie spóźnia? Westchnęłam, przejrzałam się jeszcze raz w lustrze, które było w przedpokoju na drzwiach szafy i złapałam za klamkę drzwi wejściowych. Otworzyłam i moim oczom ukazał się uśmiechnięty od ucha do ucha Bruno.

-Cześć Ev.-Powiedział z wejścia i na powitanie pocałował mnie w policzek.

-Hej Bru, rozgość się.-Z uśmiechem wskazałam mu salon.-Masz ochotę na coś do picia? Kawa, herbata, coś mocniejszego?

-Coś mocniejszego... Co masz?-Zapytał przyglądając się moim zdjęciom wiszącym na ścianie.

-Brendy, whiskey, Szkocką, wino białe, czerwone, wytrawne... Do wyboru do koloru.-Wskazałam na barek wypełniony po brzegi.

-Tyle ty wydajesz na alkohole...

-Nic na nie nie wydaje, już mówiłam, poniekąd jestem lekarzem. Ludzie lubią dziękować w taki sposób.-Zaśmiałam się.-To na co masz ochotę?

-A ty na co masz ochotę?

-Nie lawiruj w ten sposób, ja pierwsza spytałam.

-To może whisky z Colą...-Oderwał wzrok od moich zdjęć i spojrzał na mnie z uśmiechem.-Kto to jest?-Zapytał wskazując na zdjęcie rudego chłopaka, który opierał rękę na moim ramieniu.

-Mój brat bliźniak, na moje nieszczęście.-Uśmiechnęłam się do niego i poklepałam miejsce na kanapie obok mnie.

-Ile ty masz rodzeństwa?-Zapytał z uśmiechem siadając obok mnie.

-Trzy siostry i czterech braci.-Zaśmiałam się widząc zdumienie na jego twarzy.

-Niech twoi rodzice znajdą sobie hobby.-Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

-Dobrze, że przed moim urodzeniem nie znaleźli sobie innego hobby, jestem najmłodsza.-Upiłam łyk drinka i spojrzałam na niego z uśmiechem.

-Mam wrażenie, że trzymasz mnie na lekkim dystansie, dlaczego?-Uśmiech zszedł z mojej twarzy.

-Zawód miłosny, nic ważnego...

-Uważasz, że to nic ważnego, a mimo to, zmieniło ci to całe życie i światopogląd.-Uśmiechnął się do mnie blado.-Może jak to z siebie wyrzucisz będzie ci lżej.

-Nie będę ci truć jakie to beznadziejne miałam przeżycia. Choć ciebie jednego nie chce obarczać moimi problemami.-Uśmiechnęłam się blado.

-Tylko że wiesz... Twoja mina sprawiła, że teraz nie da mi to żyć. Nie będę mógł spać, jeść, a to wszystko tylko dlatego, że postanowiłaś zachować to dla siebie. W końcu będę się tym przejmował na tyle, że osiwieję i wyłysieję. Na prawdę tego chcesz?-Zbliżył się do mnie tak, że nasze nosy się stykały, chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i wybuchnęliśmy śmiechem.-To jak?

-No zgoda...-Westchnęłam i spojrzałam na niego kątem oka.-Pięć lat temu spotkałam Thomasa, chłopaka, który zawrócił mi w głowie. Spotykaliśmy się przez trzy lata. Komplementował mnie, obsypywał kwiatami... byłam taka szczęśliwa... taka głupia.-Bruno delikatnie pogłaskał mnie po głowie.-Po trzech latach chodzenia oświadczył mi się, myślałam,że Bóg mi nieba uchylił... Sama się teraz za to potępiam. Pojechałam do Londynu by poznać jego rodziców. Polubili mnie. Gdy wróciłam do L.A. Thomas powiedział, że musi zostać dłużej w Londynie. Nie mogłam z nim zostać, w końcu otwierałam w tym czasie klinikę. Nie widziałam w tym nic nadzwyczajnego, miał coś do załatwienia i ja to rozumiałam. Gdybym wiedziała, że to zmieni moje dotychczasowe życie...-Zrobiłam krótką przerwę, westchnęłam i spojrzałam na Bruna, który patrzył na mnie zatroskanym spojrzeniem.-Gdy wrócił zmienił się nie do poznania. Pierwsze co zrobił to zaśmiał się wrednie i z całej siły walnął mnie w twarz. Upadłam na kanapę i próbowałam powstrzymać łzy. Bo jak to, mój kochany, wspaniały i niewinny Thomas mógłby mnie tak skrzywdzić. Powiedział mi wtedy,że zarobił na tych zaręczynach grube miliony, że ojciec miał przepisać na niego rodzinną firmę dopiero jak pozna jego narzeczoną. Powiedział,że dziwki biorą więcej za takie akcje, bo mi wystarczyły tylko komplementy, kilka miłych słówek i uwierzyłabym we wszystko. Żałował tylko, że się z nim nie przespałam, bo teraz musiał sam zabrać to według niego, mu się należało.-Czułam jak łzy napływają mi do oczu, ale w porę je powstrzymałam.- Na koniec brutalnie mnie zg**ił... Dlatego staram się być ostrożna, trzymać się durnych zasad, które odstraszają większość mężczyzn...-Bruno mocno mnie przytulił.

-Takich sukinsynów powinno się kastrować.-Pocałował mnie w czubek głowy.

-Myślałam, że mężczyźni nie przepadają za dziewczynami z bagażem...

-Rzeczywiście większość unika takich dziewczyn, chyba, że wspomniana dziewczyna jest słodka, urocza, inteligentna i cholernie seksowna.-Uśmiechnął się słodko.

-Takich mężczyzn powinno być więcej.-Z delikatnym uśmiechem spojrzałam mu w oczy.

-Lepiej nie, wolałbym nie mieć konkurencji.-Powiedział z uśmiechem i pogłaskał mnie po policzku.

Objęłam jego twarz dłońmi i spojrzałam w jego słodkie, czekoladowe oczy. Poczułam jego dłonie na swojej tal, złapał mnie mocno i przysunął do siebie. Mimowolnie zaczęłam powoli się do niego zbliżać. Rozchyliłam usta i zamknęłam oczy...
_____________________
*Czy teraz widać?*
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Tak widać i Oh My God This Is Great.Oni są tacy słodcy.O jeju i będą się całować.Niech nikt im nie przerwie bo po prostu ten ktoś zginie śmiercią męczeńską :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
11 dni temu dodałam 7 odcinek i nie jestem pewna czy na moim pingu wgl. go widać. Moja przyjaciółka mówiła,że we wpisach znajomych jest, ale na pingerze go nie mam... Wylogowałam się by sprawdzić i rzeczywiście go nie widać... Pytanie do was, czy wy go widzicie, bo nie wiem czy brak komentarzy to sprawa tego, że odc. beznadziejny, czy po prostu coś znów nawala...
 

 
Ostatnio tak mi się nudziło, że narysowałam Bruna na kartce A3 (wypisałam trzy flamastry, ale warto) Jest to chyba moja pierwsza praca która mi się podoba. A wy co myślicie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Mam dość, zaraz zabiję tego sku*wysyna. Nigdy nikomu nie życzyłam śmierci, ale chciałabym by on się powiesił, żeby wpadł pod pociąg, by strzelił sobie w łeb, ale niestety... diabli złego nie biorą.
Zmarnował mi całe dzieciństwo... Osoba, która powinna zapewnić mi wszystko czego potrzebowałam, miłość, bezpieczeństwo sprawiła, że mam ochotę ja zabić...
Za każdym razem jak widzę jego parszywą mordę chce go udusić...
O kim mówię?
Ku*wa ja mówię o swoim kochanym, wspaniałym ojczulku. O zasranym pijaku, który przez 15 lat męczył mnie psychicznie.
Sobota, miły wieczór, była u mnie przyjaciółka, a on co zrobił??
...
Przyszedł nawalony do domu.
Wstydu sukinsyn nie ma.
W domu zrobił taki raban, że ja... Jego "kochana" Piętnastoletnia córka zadzwoniłam na policję, by zabrali tego ch*ja na wytrzeźwiałkę, bo nawet nie pozwolił mi i matce wyjść z domu. Był moment, kiedy jeszcze byłam w kuchni, że chciałam zajebać go nożem... Wiecie co mnie powstrzymało? Nie wyrzuty sumienia, nie uczucia, lecz fakt,że moja mama by przez to cierpiała.
Siedzi teraz w szopie i ubolewa jaki to on biedny i skrzywdzony... Że to przez nas (mnie, mamie i brat) On pije, że to przez nas jest nieudacznikiem.
Jemu i jego suce matce, która mu ostatnio do kieliszka dolewała i tłumaczyła że baby to zło, oraz, że tylko chytry i chory nie pije, a przecież ten sukinsyn ani chory ani chytry, życzę im by zdechli śmiercią męczeńską.
Jeszcze jakby dał nam spokój, ale nie... on będzie nas dręczył psychicznie.
Całe życie marzyłam tylko o jednym, by mieć jeden normalny rok, jeden rok gdy wiedziałabym, ze ojciec jest dla mnie miły tylko dlatego,że jestem jego córką. Zawsze gdy spóźniał się pięć minut w domu wszyscy zastanawiali się czy ma nadgodziny, czy znów przyjdzie naj*bany do domu.
Wyduszę od sukinsyna takie alimenty, że gdy kupi sobie flaszkę nie będzie miał z czego żyć.
Nie płakałam i nie zamierzam płakać, bo bardziej efektowne byłoby płakanie za gównem, gdy spuszczam wodę.
W domu jestem najsilniejsza i jeżeli pokażę mamie, że nawet ja pękłam nie miałaby w nikim oparcia.
Moim marzeniem jest jeden normalny rok, jeden rok gdy nie będę się bać o to, że w domu znów będzie raban.
Przez sukin*yna znienawidziłam gwiazdkę, bo trzy lata pod rząd spierdolił mi ten dzień.
Nigdy się mną nie interesował, tym jaka jestem, jakie jest moje hobby... Ostatnio gdy mama zapytała się go kiedy są moje urodziny, odpowiedział "Jakoś w marcu". Szkoda tylko że jestem z lutego.
Z całego serca chciałabym tylko jednego... normalnego ojca... Czy to tak wiele?
Co ja takiego zrobiła, że taka kara mnie w życiu spotkała?
*Dla tych co dotrwali do końca... Przepraszam, że się wyżalam, ale chciałam się wygadać, bo wszystkie uczucia sprawiłby że w końcu bym wybuchła... tak więc, dziękuję, że poświęciłyście mi kilka minut z waszego jakże cennego życia... I taka rada cieszcie się tym co macie, bo patrząc na moją sytuację mogłybyście trafić gorzej ^^*
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Ojej strasznie Ci współczuję.Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze.Trzymaj się.
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: @Marsoholic: Zawsze możesz na nas liczyć! Cieszę się, że pomogłaś mamie podjąć taką decyzję, może na początku będzie jej trudno, ale z czasem zrozumie że podjęła słuszną decyzję. Po co się użerać całe życie z alkoholikiem, jak można zacząć od nowa w spokoju, bez kłótni i w pełni szczęścia!
  • awatar Marsoholic: @Another Bruno Mars's Stories: gdyby nie ja moja matka dałaby mu jeszcze jedną szansę. Pomogłam napisać jej pozew, wybijam jej z głowy "danie mu kolejnej szansy". Kiedyś myślałam, ze moja matka jest mądrą kobietą, ale gdy widzę jak za każdym razem daje sobą manipulować zaczynam się o nią bać. Jakby to ode mnie zależało, on już by spał w szkopie, nie miałby wstępu do domu... Gdy tak patrzę na te komentarze, to cieszę się, że chociaż tutaj mam w kimś oparcie... Dziękuję.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
*Przepraszam, że tyle to trwało, ale ostatnio mam pewne problemy w domu, tak więc długość, jakość i częstotliwość moich odcinków może trochę spaść, ale mam nadzieję, że żaden czytelnik mnie nie opuści. Nie wyżalam się więcej... Miłego czytania^^*
_____________________________
Szliśmy po plaży, z dala od spienionych fal uderzających o brzeg. Oboje wolelibyśmy być bliżej wody, ale tłum ludzi sprawiłby, że spacer zamieniłby się w męczący slalom. Widziałam ludzi, którzy się szturchali i wskazywali na nas palcem, wydało mi się to dziwne, ale Bruno w ogóle nie zwracał na to uwagi.

Około szesnastej dotarliśmy do baru. Usiedliśmy pod parasolem, na tarasie. Po chwili pojawiła się kelnerka. Zmierzyła Bruna wzrokiem od góry do dołu, zalotnie się uśmiechając, a dopiero po chwili spojrzała na mnie... dla niej byłam intruzem.

-Czego Pan sobie życzy?-Zapytała życzliwie, a jej przesłodzony do granic możliwości głos drażnił moje bębenki. Gdy Bruno złożył zamówienie, odwróciła się w moją stronę.-A ty?-Pogarda dosłyszalna w jej głosie sprawiła, że miałam ochotę walnąć ja w twarz.

-Zimne piwo i zapiekankę z pieczarkami.

Jeszcze raz rzuciła mi mordercze spojrzenie i poszła w stronę baru, kręcąc swoimi wypełnionymi botoksem pośladkami. Boże dlaczego te kelnerki muszę być tak skąpo ubrane? Ta suka wprawia mnie w kompleksy.

-Eve o czym myślisz?-Bruno spojrzał na mnie dociekliwie.

-A nie wiem, zawiesiłam się, każdemu się zdarza.-Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na niego z uśmiechem.

Bruno chciał coś powiedzieć, ale pojawiła się kelnerka z naszymi zamówieniami. Kiedy odchodziła "przez przypadek" upuściła notes na ziemię i bez zginania kolan pochyliła się po niego. O dziwo Bruno nawet nie zwrócił na to uwagi. Uśmiechał się słodko patrząc na mnie i czekając aż kelnerka odejdzie. Doris (takie imię wyczytałam z plakietki) spojrzała na Bruna uwodzicielskim wzrokiem, rzuciła mi mordercze spojrzenie i odeszła oburzona. Bru był pewnie pierwszym mężczyzną, który miał czelność oprzeć się jej dupie.

-Bawi mnie logika takich kobiet, nie po to przychodzę tu z dziewczyną, by oglądać się za innymi.-Powiedział cicho grzebiąc w talerzu.

-Bruno muszę chyba odwiedzić Geronimo.

-Po co?

-By mu podziękować.-Oboje się zaśmialiśmy.

-To następnym razem może zabiorę go ze sobą, ja już mu podziękowałem.-Powiedział śmiejąc się, a ja spłonęłam rumieńcem.

Wróciłam do domu dopiero o dwudziestej czwartej. Piwny rumieniec i szeroki uśmiech już z kilometra sygnalizował, że randa się udała. Bruno odprowadził mnie pod same drzwi, po czym złożył subtelny pocałunek na moim policzku i się pożegnał. Stałam w drzwiach patrząc jak odchodzi, aż zniknął za rogiem.

Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania Bella mnie zawołała. Boże, ona jest jak matka, ciągła kontrola i nie spanie do puki nie wrócę do domu... ach te wspomnienia z liceum. Zrzuciłam buty i weszłam do salonu, w którym czekała Bell na rozpoczęcie przesłuchania.

-Jak tam wieczór siostrzyczko?-Bell powiedział to spokojnie, co oznaczało,że w końcu oswoiła się z myślą, że się z kimś umawiam. Boże drogi, w końcu!

-Świetnie, wspaniale, zajebiście.-Uśmiechnęłam się do niej i walnęłam się na kanapie.

-Całowałaś się już z nim?-Przybliżyła się do mnie, a ja odsunęłam ją od siebie, kładąc dłoń na jej twarzy.

-Nie, jeszcze nie, to dopiero druga randka, dałabyś spokój.-Powiedziałam zrezygnowana.

-Siorka chciałabym cię o coś zapytać.-Bella nagle spoważniała.

-Bell.. wiesz... te konopie ja mam tylko na przechowanie...-Powiedziałam udając speszoną i obie się zaśmiałyśmy.

-Ja tu próbuję ci się zwierzyć, a ty z czymś takim wyskakujesz.-Gdy przestała się śmieć spojrzała na mnie ze śmiertelnie poważną miną.-Chodzi o mnie i Axela.

-Zerwaliście?-Zapytałam zaskoczona.

-Nie, wręcz przeciwnie...

-Będę ciocią? Bella mogłabyś się pilnować.-Bel się zaśmiała.

-Nie, chodzi o to, że Axel mi się oświadczył i chciałabym... chciałabym byś została moją druhną.-Zaczęłam kaszleć i się krztusić.

-Co?!-Prawie krzyknęłam.-Kiedy ci się oświadczył?

-Dzisiaj. Zabrał mnie na kolację do naszej ulubionej knajpki, później wybraliśmy się na spacer. Na plaży, podczas malowniczego zachodu słońca klęknął przede mną i wypowiedział te magiczne słowa. Nawet nie wiesz jaka ja szczęśliwa jestem.-Mówiła ze łzami w oczach, pokazując mi pierścionek, który miała na palcu.

-I ty chcesz bym była twoją druhną?-Zapytałam osłupiała.

-Zastanawiałam się nad tobą i Beverly, ale Axel jednak był bardziej za tobą.

-Kiedy planujecie ślub?-Zapytałam nadal ze zdumieniem wymalowanym na twarzy.

-Na początku Grudnia, zawsze chciałam wziąć ślub zimą.

-Nawet nie wiesz jak cię cieszę.-Powiedziałam z uśmiechem, po czym ją uścisnęłam.

-Yyy... Ile wypiłaś?-Zapytała Bell osłupiała.

-Trzy piwa... Jutro za to że powiedziałaś "tak" pewnie będę cię karcić, więc ciesz się dzisiejszym dniem.-Obie się zaśmiałyśmy.-Ja już pójdę spać, bo zaraz zacznę gadać jakieś bzdury i się jeszcze pogrążę.-Zaśmiałam się i wstałam z fotela.-Tylko proszę, nie świętujcie tych zaręczyn za głośno. Bo nie pozwolę wam dożyć ślubu.-Pomachałam jej i weszłam na górę.

Położyłam się do łóżka i dzięki dość dużej ilości alkoholu we krwi zasnęłam.

Rozłożyłam ręcznik na plaży i na nim usiadłam, obserwując zachód słońca nad oceanem. Po chwili poczułam czyjeś dłonie na swoich ramionach. Odwróciłam się i spojrzałam w czekoladowe oczy chłopaka... Usidłam na jego udach i objęłam jego twarz dłońmi.

-Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą szaleję.-Szepnęłam mu do ucha.

-Na pewno nie bardziej niż ja za tobą.-Jego subtelny wystarczył bym dostała orgazmu.

Zaczął delikatnie podgryzać moje wargi. Wplątałam dłonie w jego włosy i zaczęliśmy się namiętnie całować. Jego ciepłe wargi doprowadzały mnie do szaleństwa. Po chwili odsunęłam się od niego przygryzając jego słodką wargę.

-Do roboty tygrysie.-Szepnęłam, powoli odpinając guziki jego koszuli.

Bruno tylko się uśmiechnął i położył mnie delikatnie na ręczniku. Jego usta powoli zaczęły badać moje ciało, zostawiając tylko wilgotne smugi w miejscach pocałunków.

-Kocham cię.-Szepnął mi prosto do ucha, jednocześnie odpinając mój stanik.-Nawet nie wiesz ile na to czekałem.-Uśmiechnął się i uwolnił moje piersi ze stanika.

Nagle ze snu wyrwał mnie budzik. Głośno przeklęłam i wyłączyłam to diabelskie urządzenie. Nie wierzę, że żałuję, że zostałam wybudzona z erotycznego snu.

Wstałam z łózka zrezygnowana i zaczęłam się ubierać. Zeszłam na dół ze słuchawkami na uszach, wzięłam kanapkę w rękę i poszłam pobiegać. Czas zacząć kolejny dzień.

Biegłam chodnikiem w stronę parku, gdy nagle moją uwagę przykuł wielki bilbord, powieszony na jednym z wieżowców. Stanęłam w pół kroku i spojrzałam na wielką uśmiechniętą twarz Bruna. Bilbord głosił, że w przyszłą sobotę jest jego koncert. Mówił, że jest muzykiem, wdziałam, ze ludzie się za nim oglądają na ulicy, ale, że aż tak... Cholera czemu ja o nim nigdy nie słyszałam. Może warto by było wpaść na jego występ... Uśmiechnęłam się sama do siebie i ruszyłam w stronę parku.

Dopiero o dziewiętnastej skończyłam pracę i jak wróciłam do domu na nic nie miałam siły. Weszłam tylko po schodach do siebie do pokoju i rzuciłam się na łóżko. No i odezwał się mój telefon... Zerwałam się jak oparzona.

-Hej Ev, jak tam?-Usłyszałam słodki głos Bruna, który teraz przypomniał mi o moim dzisiejszym śnie.

-Hej Bru, normalnie, a jak mogłoby być? Po co dzwonisz?-Zapytałam z uśmiechem, czując rumieniec na twarzy. Wstydziłam się, mimo tego, że tylko ja wiedziałam o czym śniłam.

-A tak, żeby cię usłyszeć.-W wyobraźni widziałam jego uśmiech, czekoladowe oczy i to jak w moim śnie mnie całował... Boże muszę sobie to wybić z głowy.-Kiedy moglibyśmy się spotkać?-Zapytał niepewnie.

-Może jutro...

-Kino późnym wieczorem?-Spytał z entuzjazmem.

-Dwie randki, a ty tak dobrze mnie znasz... Zaczynam się obawiać.-Oboje się zaśmialiśmy.

-Jaki film?

-Może horror?

Bruno chwilę milczał.

-Jasne.-Powiedział uradowany.-Do do jutra, pa Ev.

-Do jutra Bru.-Po moich słowach się rozłączył.

Rzuciłam się na łóżko z uśmiechem. Bruno jest niczym lekarstwo na całe zło. Jeden telefon od niego sprawiał, że znów miałam mnóstwo energii. Powinnam przestać się oszukiwać, ale nie potrafię się przyznać sama przed sobą, że coś do niego czuję. Bo przecież jak się człowiek przywiąże jest większa szansa, że ten ktoś mógłby cię zranić, a tego boję się najbardziej... Boże daj mi znać, czy mogę mu ufać, tylko tyle chce.
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Cudowny.Szkoda że to był sen <czy to nie mogła być piękna prawda?>. A ta Doris to zła kobieta jest,niech mi tam Bruna nie podrywa bo on musi "należeć" do Eve a Eve do niego :D Niech się tam coś zadzieje w tym kinie :D Czekam z niecierpliwością na następny.♥. Ps.ojej co się dzieje? :( Trzymaj się.
  • awatar Immutare † <3: jejku.. ;d Haha. Ładnee. ;dd zapraszam do siebie, proszę o szczere opiniee. ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Jedno dniowa obsuwa, ale jeśli mam być szczera, myślałam, ze ten odcinek jeszcze mam skończony, a tu kaszana (wredne cenzury) xD. Teraz będę musiała się sprężyć i w majówkę coś napisać, by w przyszyłam tygodniu dodać odcinek. Może mi się uda.*
__________________________________

*Tak w skrócie*

Eve i Bruno po randce postanawiają spacerem wrócić wrócić do domu. Idą plażą podczas malowniczego zachodu słońca ,a usta prawie w ogóle im się nie zamykają. Siedząc na plaży Bruno stara się zbliżyć do Eve jeszcze bardziej, ale ona niestety mu nie ulega, aż do chwili gdy stoją pod drzwiami jej domu. Gdyby nie Bella, główna bohaterka pewnie żałowałaby tego co chciała zrobić. Czy teraz dojdzie do czegoś więcej?

*Eve Angel part 5*

"Do której jutro pracujesz Eve? Bo chciałbym wpaść do ciebie około piętnastej."

"Jutro mam wolne. Mogłabym wiedzieć co zaplanowałeś Bru?"

Odpisałam jak najszybciej, trzy razy sprawdzając czy nie popełniłam gdzieś błędu, by nie wyjść na analfabetkę.

"Myślałem, że wybierzemy się na spacer po plaży i jakiś obiad w jakiejś restauracji, w której będziemy mogli spokojnie porozmawiać."

"A może spacer po plaży i piwo przy fast foodzie w knajpie na plaży?"

Na odpowiedź czekałam jakieś piętnaście minut.

"Dobrze, że tylko ja widzę tę wiadomość, bo inaczej już bym nie miał u ciebie szans."

"A niby czemu."

"Wiesz... tłum mężczyzn czekających w kolejce do ciebie byłby utrudnieniem."

"Przesadzasz."

"Wcale nie. To do jutra. Dobranoc Eve."

"Dobranoc Bruno."

Siedziałam jeszcze chwilę wpatrując się w telefon, jakbym miała jeszcze raz usłyszeć sygnał esemesa... Boże jaka ja jestem dziecinna. Najpierw zakoc**ję się bez opamiętania w mężczyźnie, którego znam tyle co babkę w kiosku, a do tego modlę się, że do mnie napiszę, mimo tego, że się pożegnaliśmy, ośrodku dla ludzi specjalnej troski nadchodzę! Czas zacząć wytyczać granice, trzymać go na dystans, jeśli mimo mojego hardego charakteru ze mną wytrzyma to będę wiedziała, że jest warty uwagi... Tylko czy potrafię być twarda w stosunku do tych cudownych, czekoladowych oczu, skromnego uśmiechu, aksamitnego głosu... Czy ktokolwiek by potrafił. Przecież już uległam, dałam zawładnąć swoimi myślami... Jestem pierdoloną idiotką, dramatyzuję, mnóstwo kobiet dzień w dzień się zakoc***e, a ja muszę robić z tego jakiś melodramat. Chyba nigdy nie miałam takiego problemu. Dopiero teraz wiem co to kłótnia między sercem, a rozumem, rozsądkiem, a pożądaniem...

Wypiłam sok do końca, podniosłam się z leżaka i weszłam do pokoju. Szybko się rozebrałam, przewiesiłam bluzę Bruna przez krzesło i wpełzłam pod kołdrę. Patrząc ciągle na bejsbolówkę, która teraz była niczym zmora w moim pokoju. Sprawiała, że nie mogłam przestać o nim myśleć... Choć nie jestem pewna, czy to wina tej bluzy. Miałam ochotę się do niej przytulić, poczuć zapach jego perfum, ale jakbym to zrobiła, to na drugi dzień sama zapięłabym na sobie kaftan bezpieczeństwa i dałabym się odwieźć do psychiatryka. Muszę dojrzeć i to jak najszybciej, bo inaczej to rozchwianie emocjonalne sprawi, że wybuchnę. Odwróciłam twarz ku ścianie i tępo się w nią wpatrywałam. Muszę zasnąć, bo jutro będę trupem.

Leżę już od godziny i nic nie pomaga, liczenie owiec, nucenie, czy cicha muzyka wydobywająca się z radia, czas podjąć radykalne środki. Schodzę na dół by zagrzać sobie mleka, jeśli to nie pomoże, to jadę do apteki, po coś mocnego na sen, albo po blanta, na uspokojenie... Zarzuciłam na ramiona szlafrok, wsunęłam nogi w kapcie i zeszłam niepewnym krokiem do kuchni. Boże czemu ja się skradam ,przecież jestem we własnym domu... coraz bardziej dziwaczeję. Weszłam do kuchni, postawiłam rondel z mlekiem na ogniu i oparłam się o blat. Z pokoju mojej siostry wydobywał się tylko głośny odgłos chrapania. Pierwsza noc w którą się nie kochają... jak miło. Przelałam mleko do kubka i poszłam na górę. Usiadłam na łóżku, wypiłam duszkiem całą zawartość szklanki i od razu poczułam się senna, no cóż... nici z blanta.

Obudziłam się o siódmej wypoczęta jak nigdy. Ubrałam dres i zeszłam na dół. Ignorując parę siedzącą w moim salonie, udałam się do kuchni. Zgarnęłam z blatu odtwarzacz, włożyłam słuchawki do uszu i tanecznym rokiem zaczęłam przygotowywać sobie śniadanie. Gdy tylko zjadłam wyszłam na poranną przebieżkę. Do domu wróciłam około dziewiątej. Bella z Axelem ciągle siedzieli w tym samym miejscu, wyraźnie pokłóceni. Chcąc uniknąć jakiejkolwiek ingerencji, próbowałam przemknąć się na górę. Teraz takie pytanie... dlaczego mi to nigdy nie wychodzi?

-Czyżbyś się znów umówiła?-Bella spojrzała na mnie podnosząc jedną brew.

-Bel nie powinno cię to interesować, bo po pierwsze to nie jest Bóg wie jak ciekawe, a po drugie to moja sprawa.-Przewróciłam oczami i zwróciłam się w stronę schodów.

-No weź Ev, porozmawiajmy.-Jeśli zadasz to pytanie to obiecuję, że wydrapię ci oczy.-Jaki on jest?-Musiała...

-Normalny.-Odpowiedziałam krótko, chcąc uniknąć dalszej dyskusji i jeszcze raz... Dlaczego mi to nigdy nie wychodzi?

-No daj spokój, co takiego ma w sobie ten chłopak, że postanowiłaś z nim iść na randkę, no oczywiście pomijając fakt, że jest niewyobrażalnym ciachem.-Powiedziała Bella bez zastanowienia, na co Axel zareagował znaczącym kaszlnięciem, jakby bał się zwrócić jej uwagę.

-Bell nie chcę wprawiać Axela w kompleksy.-Spojrzałam na niego z wrednym uśmiechem.

-Ale ja chcę wiedzieć jaki jest kochanek mojej siostry.

-Nie nazywaj go moim kochankiem... jeszcze.-Usiadłam na fotelu, opierając się o jeden podłokietnik, przewieszając nogi przez drugi.

-Eve ja cie nie poznaje.-Powiedział Axel po chwili.-Ten chłopak sprawił, że jesteś...

-Sobą Axel, sobą. Po dwóch parszywych latach odzyskuję wiarę w siebie, nawet nie wiecie co to za cudowne uczucie.

-Zakochanie?-Bella po raz kolejny wrednie się uśmiechnęła.

-Nie to miałam na myśli, poza tym ja się nie zakochałam.-Ostatnie słowo wypowiedziałam sylabami.-Nie da się zakochać podczas jednej randki.

-Ale tobie się udało.-Axel spojrzał na mnie z tryumfem wymalowanym na twarzy.

-Dobra, spokój, nie chce mi się z wami kłócić, idę do siebie.-Wstałam z fotela i nim Bella zdążyła zaprotestować byłam już na schodach.

Uszykowałam się w niecałe piętnaście minut, co znaczyło, że jeszcze ponad czterdzieści musiałam czekać. Wzięłam gitarę elektryczną z kąta pokoju i podłączyłam ją do wzmacniacza. Może i trochę wkurzę Bellę, ale gra na gitarze, to mój ulubiony sposób na trawienie wolnego czasu. Średnio co jakieś pięć minut zmieniałam instrument, gdy usłyszałam pukanie do drzwi, siedziałam przy fortepianie. Wstałam z krzesła i otworzyłam drzwi, w których stała Bella.

-O co chodzi?-Zapytałam szybko, chcąc jak najszybciej wrócić do gry.

-Ktoś do ciebie przyszedł...

Miałam ochotę zlecieć ze schodów jak najszybciej się da, ale zdałam sobie sprawę, że to by było co najmniej dziecinne, więc opanowałam się i wolnym krokiem zeszłam ze schodów do przedpokoju.

Bruno stał na przeciwko schodów, oparty o drzwi wejściowe. Gdy tylko mnie zobaczył wyprostował się i zmierzył mnie wzrokiem. Miałam na sobie krótkie spodenki i bluzkę na cienkich ramiączkach, więc nie dziwię się, że tak uważnie mi się przyglądał. Sam ubrany był w jeansy, zwykły, brązowy t-shirt na którym zawieszone były czarne ray bany, a na nogach miał czarne trampki.

-Chyba nie jestem za wcześnie?-Zapytał, a ja spojrzałam na zegarek, który wisiał na ścienia... równo piętnasta.

-Nie, to ja straciłam poczucie czasu.-Spojrzałam na niego z uśmiechem.-Poczekaj, oddam ci buzę i będziemy mogli iść.-Bruno nic nie powiedział tylko kiwnął głową z uśmiechem.

Po chwili zeszłam z powrotem do przedpokoju, w ręku trzymając bejsbolówkę. Bruno stał ciągle w tym samym miejscu, wydawał się być speszony faktem, że Bella nie spuszcza z niego wzroku, nie dziwię mu się, Bel potrafi być dziwna. Podeszłam do niego oddałam mu bluzę, a on delikatnie musnął wargami mój policzek, sprawiając, że spłonęłam rumieńcem.

-Mój boże jacy wy słodcy jesteście. Posłodziłabym wami herbatę.-Powiedziała Bella z uśmiechem, a my spojrzeliśmy na nią jak na wariatkę.

-Boże jakbym słyszał swoją babcię, jak na studniówkę wychodziłem.-Spojrzałam na Bruna i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

-Lepiej jeśli pójdziemy, zanim mojej siostrze włączy się tryb teleturnieju.-Bruno spojrzał na mnie pytająco.-Milion pytań na sekundę... Uwierz mi, że nie chcesz tu być.-Oboje znów się zaśmialiśmy.

-Eve nie przesadzaj, nie jestem taka zła.-Bella spojrzała na mnie miną zbitego psa.-Mącząca, ale nie zła.-Wszyscy się zaśmialiśmy.-Udanej randki.

-Na pewno będzie udana.-Powiedział Bruno z uśmiechem, spoglądając na mnie.-Idziemy Eve?

W odpowiedzi otworzyłam drzwi i złapałam go pod ramię. Gdy tylko byliśmy poza zasięgiem wzroku Belli, Bruno przystanął.

-Twoja siostra jest od ciebie młodsza?-Zapytał przyglądając mi się uważnie.

-Nie, jest starsza o rok.-Powiedziałam wzruszając ramionami i wolnym krokiem zaczęliśmy iść dalej.

-Ale zachowuje się bardziej dziecinnie.

-Poczekaj aż mnie dobrze poznasz, to się zdziwisz.-Oboje się zaśmialiśmy.

-Przynajmniej nie będę czuł się dziwnie, jak zrobię coś głupiego.

-Nie wyglądasz na takiego, który mógłby zrobić coś głupiego, ani się tak nie zachowujesz.

-Jeśli nie wierzysz to nie, ale pamiętaj, ostrzegałem.-Powiedział z uśmiechem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
______________________________
*I Jak się podobało? ^^*
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Świetny.Ciekawe jak tam się sprawy potoczą.Kiedy następny ?? :D :*
  • awatar Marsoholiczka: Looooool, oni się zachowują jak nastolatkowie! :D A Bella jest wk****ająca, on ją tylko pocałował w policzek a ta od razu "Jacy wy słodcy, posłodzę wami herbatę", wtf :D Bawi mnie fakt, że słowo "zakoc**ję" się cenzuruje, bo przy końcówce jest "c***e", a "popierdolona" nie ocenzurowało u Ciebie hahaha :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Ilość komentarzy pod ostatnim odcinkiem sprawiły, że nie chciało mi się dodawać tego odcinka... Mam wrażenie, że te moje wypociny czyta tylko jedna osoba... aż odechciewa się męczyć nad tym całym szajsem, ale cóż... Tym co czytają, życzę miłej lektury *
___________________________________
*Tak w skrócie*

W poprzednim odcinku Eve rusza na pierwszą randkę z Brunem, który zabiera ją na romantyczną kolację we dwoje w ekskluzywnej restauracji. Eve traci dla niego głowę, ale próbuje zachować resztki rozsądku walcząc z pożądaniem. Czy jej się uda, czy da się ponieść tej słodkiej pokusie? Przekonajcie się.

*Eve Angel part 4*

Z restauracji wyszliśmy dopiero o dwudziestej pierwszej, a z racji tego, że wypiliśmy całą butelkę wina, Bruno zaproponował, że spacerkiem odprowadzi mnie do domu, a ja z chęcią się na to zgodziłam. Podszedł najpierw do auta, zgarnął bluzę z oparcia przedniego siedzenia i ruszyliśmy w stronę morza.Gdy weszliśmy na plażę, ściągnęłam buty i poczułam miękki, rozgrzany piasek pod stopami. Bo brzegu co jakiś czas przechadzały się zakochane pary. Po kilkudziesięciu minutach spaceru oboje usiedliśmy na pisaku, patrząc w stronę zachodzącego słońca. Wielkie, pomarańczowe słońce, już do połowy schowało się za horyzontem, pozostawiając na tafli wodni swoje rozmyte odbicie. Różowe chmury spacerowały nisko, po błękitnym niebie. Szum spokojnych fal, wiatr trącający wierzchołkami drzew i głosy mew, były muzycznym dopełnieniem tego fenomenalnego pejzażu.

-Zastanawia mnie jedno.-Powiedział po chwili Bruno łagodnym głosem, wyrywając mnie ze sfery swoich myśli.-Dlaczego twoją siostrę tak zszokował fakt, że po ciebie przyjechałem. Spojrzała na mnie co najmniej tak, jakbym oznajmił, że goniłem jednorożca i zgubiłem go w waszym ogródku.-Oboje się zaśmialiśmy, ale po chwili Bruno ucichł i spojrzał na mnie dociekliwie.

Jego wzrok sprawiał, że czułam się jak pod wpływem promieni rentgena. To pytanie teraz wydawało się zbędne, gdyż miałam wrażenie, że on już zna na nie odpowiedź. Odetchnęłam i spojrzałam na niego zrezygnowana.

-Ponieważ od ponad dwóch lat nie byłam z chłopakiem na randce.-Najkrótsza odpowiedź, bez zagłębiania się w szczegóły, mam nadzieję, że to mu wystarczy.

Chłód sprawił, że dreszcze przebiegły po moich ramionach, wzdrygnęłam się. Bruno chyba to dostrzegł, bo zdjął bluzę i zarzucił mi ją na ramiona z uśmiechem na twarzy. Woń jego perfum od razu mną zawładnęła. Zawsze gdy na filmach widywałam podobne sceny wydawało mi się to głupie, taka dziecinna miłość, ale teraz... teraz to było słodkie.

-Jesteś aż tak niedostępna?-Powiedział po chwili, subtelnie się uśmeichając, a ja mimowolnie odwzajemniłam uśmiech.

-Raczej nikt mnie nie zapraszał, jesteś pierwszym śmiałkiem, który odważył się podejść i zagadać.-Zaśmiałam się, patrząc na zdumienie wymalowane na jego twarzy.

-Z pewnością dlatego, że onieśmielałaś ich swoją urodą.-Te słowa sprawiły, że spłonęłam rumieńcem.

-Chyba raczej moje chłodne podejście do życia, oschły, cierpki głos i osądzający, miażdżący wzrok, to powód mojej samotności i braku życia towarzyskiego.-Bruno zaczął rozglądać się dookoła.-Czego ty w zasadzie szukasz?-Zapytałam zaciekawiona.

-Osoby o której mówisz, bo tu jej nie widzę.-Powiedział z uśmiechem i oboje się zaśmialiśmy.-Ze mną jej na pewno nie ma, za to jest słodka kobieta, uśmiechnięta, której subtelny głos sprawia, ze mam ciarki.-W tej chwili zrobił coś, czego nie zrobił żaden mężczyzna od czasu mojego narzeczonego.

Zbliżył twarz do mojej twarzy, położył dłoń na moim policzku i spojrzał mi głęboko w oczy. Naruszył moją przestrzeń osobistą, a ja mimowolnie mu na to pozwoliłam. Patrzyłam w jego czarne, niczym dno studni źrenice, a dreszcze spowodowane dotykiem tak delikatnej skóry opanowały całe moje ciało. Naszła mnie ochota by posmakować jego ust, by zapomnieć o wszystkim i pogrążyć się w rozkoszy, którą może dać tylko bliskość męskiego ciała. Mój oddech raptownie przyśpieszył, a rozsądek oddał swoje miejsce podnieceniu. Po długiej, trudnej walce z samą sobą odsunęłam się od niego... Zapanowało niezręczne milczenie. Patrząc na jego zawstydzoną minę żałowałam tego co zrobiłam, ale nic już mojej decyzji nie cofnie. Po chwili Bruno wstał i podał mi rękę, by pomóc mi się podnieść. Złapałam do za dłoń i podciągnęłam się do góry.

Po pół godzinie spaceru byliśmy pod drzwiami mojego domu. Włożyłam klucz do zamka, przekręciłam go, ale nim złapałam za klamkę, oparłam się o drzwi i spojrzałam na Bruna, który opierał się nade mną, trzymając ręce po obu stronach mojej głowy. Spojrzałam mu w oczy i się uśmiechnęłam.

-Dziękuję za miły wieczór, mam nadzieję, że niedługo to powtórzymy.-Podsunęłam się do niego i złożyłam subtelny pocałunek na jego rozgrzanym policzku.

Na policzkach Bruna pojawił się szkarłatny kolor. Nie był to rumieniec spowodowany alkoholem płynącym w jego żyłach, lecz pełna zaskoczenia, spontaniczna reakcja na dotyk moich ust.

-Zadbam o to by takich wieczorów było więcej.-Przysunął się do mnie jeszcze bliżej, tak, że dzieliło nas tylko kilka centymetrów.

Wyciągnęłam z jego tylnej kieszeni spodni czarny mazak i zapisałam mu na ręce numer mojej komórki.

-Zadzwoń.-Powiedziałam obejmując jego twarz dłońmi i przysuwając wargi do jego ust.

Boże co ja robię, mózg mi odjęło? Znam go tylko kilka godzin i już chce mu wepchnąć język do gardła. Co się ze mną dzieję? Czy ja w ogóle pamiętam jak się całować? Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Oderwaliśmy się od siebie jak poparzeni, jak gówniarze przyłapane na czymś zakazanym. Z jednej strony czułam lekkie zażenowanie, ale jednocześnie dziękowałam Belli, że jest irytująca. Bruno podniósł delikatnie kapelusz, przejechał dłonią po włosach i ciężko westchnął.

-Jutro zadzwonię, do zobaczenia.-Powiedział cicho i na pożegnanie musnął wargami mój policzek.

Nadal oparta o ścianę patrzyłam jak odchodzi. Za furtką włożył ręce w kieszenie, jeszcze raz na mnie spojrzał i ruszył przed siebie. Dopiero gdy zniknął z pola mojego widzenia weszłam do domu. W salonie czekała na mnie Bella z Axelem, przypatrując mi się z zaciekawieniem. Nagle przypomniało mi się, że nadal mam na sobie bejsbolówkę Bruna. Nie zwracając uwagi na siostrę i jej chłopaka, poszłam do kuchni i nalałam sobie soku z lodówki. Miałam nadzieję, że nie będę musiała odpowiadać na multum pytań ciekawskiej siostry. Chciałam jak najszybciej udać się do siebie na górę, ale niestety jak byłam przy drzwiach prowadzących na korytarz, odezwała się Bella.

-Co to był za chłopak?-Zapytała z ciekawością, której nawet nie próbowała ukryć.

-A zaśniesz jak ci nie odpowiem?-Spojrzałam an nią z lekką irytacją.

-Nie.

-To mam nadzieję, że znajdziesz sobie jakieś ciekawe zajęcie.-Złapałam za klamkę i otworzyłam drzwi.

-No weź Evelin, chciałabym wiedzieć z kim umawia się moja siostra.-Bell spojrzała na mnie miną zbitego psa.

-Po co mam cię zanudzać opowieścią o chłopaku, z którym jak na razie spotkałam się tylko raz. Rozumiem, ze jesteś ciekawska, ale wiesz, że nie lubię opowiadać o swoim życiu, znasz mnie.-Podeszłam do fotela i ciężko na niego upadłam.

-Jedno pytanie. Jak ma na imię?

-Peter, ale woli jak mówi się na niego Bruno.-Odpowiedziałam krótko.

Zapach perfum Bruna wytracał mnie z równowagi. Nie potrafiłam skupić się na tym co mówi do mnie Bella, tylko ciągle wracałam myślami do chwili gdy mieliśmy się pocałować. Do chwili gdy jego usta dzieliły minimetry od moich ust.

-Miałem rację, że chłopaka ci brakowało, na samą myśl o nim, szczerzysz się jak głupia.-Słowa Axela wyrwały mnie z rozmyślań.

-A weź się zamknij.-Powiedziałam z uśmiechem.

-Oj no weź Eve, przyznaj mi w końcu rację.-Axel spojrzał na mnie tryumfalnie.

-Prędzej wręczę ci latającą świnię.-Rzekłam ironicznie pokazując mu język.

Po chwili odezwał się mój telefon sygnalizując, że dostałam wiadomość. Sięgnęłam po niego, ale niestety Axel był szybszy i zgarnął moją komórkę ze stołu. On chyba prosi się o śmierć.

-Spróbuj tylko otworzyć tę wiadomość, a urwę ci to co dla ciebie jest najcenniejsze i każę ci to zeżreć.-Zmierzyłam go morderczym wzrokiem i wyciągnęłam rękę po telefon.

-Czasem to ja się ciebie boję.-Axel oddał mi telefon z serdecznym uśmiechem wymalowanym na twarzy.

-Jakbyś teraz mówił prawdę to chyba rzadziej bym cię widywała, nie prawda?-Zgarnęłam szklankę z sokiem z blatu i ruszyłam w stronę drzwi prowadzących na schody do mojego pokoju.

-Ten chłopak sprawił, że wyładniałaś. Żałuję, że poznałem cię dopiero po tym jak zerwałaś z Thomasem, może bardziej bym cię doceniał.-Mówił Axel gdy wchodziłam po schodach.

Nagle usłyszałam tępy odgłos plaśnięcia. Te słowa sprawiły, że dostał od Belli po twarzy, a jako bonus zgarnął karnet "Poczuj się jak ksiądz, czyli tygodniowy celibat dla opornych seksoholików".Współczułabym mu gdyby nie jedna przeszkoda... mam to głęboko w dupie.

Usiadłam na leżaku, na balkonie, odłożyłam ok na stolik i odblokowałam telefon. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer. To chyba niemożliwe, że tak szybko napisał. Nie no nie mogę tak myśleć, jest tyle ludzi, którzy mogliby do mnie napisać, choćby jakiś mój klient...Nie myśląc dłużej otworzyłam wiadomość.
_________________________________
*Nadal mam wrażenie, że to takie flaki z olejem ale trochę potrwa zanim się zejdą i zacznie się coś dziać... tą garstkę/szczyptę moich czytelniczek proszę o wyrozumiałość i cierpliwość *
  • awatar Marsoholic: @Marsoholiczka: Boże, przez cb ryczę ze śmiechu. I błagam nie przypominaj mi o Castoramie... to były zryte rozmowy xD
  • awatar Marsoholiczka: Popełniłaś literówkę, z której śmiałam się 10 minut. "po kilkudziesięciu minutach spaceru oboje usiedliśmy na pisaku" hahaha idą sobie, w piasku leży pisak, a oni "o usiądźmy na nim" hahahaha boże mam zrytą banię :D Zwłaszcza, że poprzedni odcinek skojarzył mi się z tym, że niby mieli iść do 5-gwiazdkowej restauracji <bo poszli>, ale mi się skojarzyło, że nagle skręcają i Bruno zabiera ją na romantyczną kolację do Castoramy na kanapki z rozgotowanymi grzybami, a potem siadają na pisaku na plaży...hahhaha dobra nic :D
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Jakie flaki z olejem?? Świetny. :* A co do komentarzy to nie masz się co przejmować.Dam sobie rękę uciąć że czytają tylko nie komentują. :D .♥.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Postanowiłam sobie, że będę dodawać odcinki równo co tydzień, czyli w każdy piątek tygodnia, ale ostatnio tak mi się nie chciało,że wyszło jak wyszło... Tych co czytają bardzo przepraszam... Dobra, nie rozpisuję się, bo zanudzę was samym wstępem xD Enjoy.*
________________________________

*Tak w skrócie*

W poprzednim odcinku dowiadujemy się trochę więcej o naszej głównej bohaterce. Nic szczególnego się nie dzieje, poza kłótnią między Eve, a chłopakiem Belli, którego do tej pory Eve miała za gbura, ignoranta i ogólnie debila. Evelin szykuje się na pierwszą randkę z Brunem, czy będzie to klapa czy zakończy się powodzeniem... zaraz się dowiecie.*

*Eve Angel part 3*

Do domu wróciłam o pięć minut po siedemnastej, niepewnie otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Axel wraz z Bellą siedzieli na kanapie i oglądali telewizję, zajadając popcorn. Machnęłam do nich tylko ręką na powitanie i ruszyłam do siebie do pokoju. Kompletnie nie wiedziałam w co się ubrać, nie wiedziałam jak Bruno traktuję te kolację. Koniec z końców założyłam niebieską, lekką sukienkę sięgającą do połowy ud i białe leginsy. Ta sukienka pasowała na każdą okazję, czy wyjść na plażę, kolację, do kina, na spacer czy na imieniny, ciuch uniwersalny, który przydał mi się szczególnie teraz. Niesforne, pofalowane, rude włosy tylko rozczesałam i puściłam po ramionach. Zeszłam na dół i od razu spojrzałam na zegarek, który wisiał nad drzwiami do salonu. Jeszcze dziesięć minut. Weszłam do kuchni, nalałam sobie soku i opierając się o blat, czekałam na dzwonek do drzwi. Punktualnie o osiemnastej usłyszałam pukanie. Niestety nie ja byłam pierwsza przy drzwiach, otworzyła Bella.

-A pan do kogo?-Zapytała podejrzliwie.

-Do Eve, chyba, że pomyliłem adresy.-Usłyszałam ten subtelny, męski głos, który cały dzień odbijał się echem po mojej głowie.

-Nie, nie pomyliłeś.-Powiedziałam stając w przedpokoju.

-Pięknie wyglądasz.-Powiedział wręczając mi kwiaty.

Ubrany był w zwykłe jeansy, brązowy t-shirt, na który narzucił zieloną koszulę w kratę. Niesforne loki przykrywał brązowy kapelusz. Jego subtelny uśmiech sprawiał, że sama nie mogłam przestać się uśmiechać.

-A tobie co się stało.-Zawrócił się do Belli, która stała jak wryta, ciągle mu się przyglądając.

-Ona nie wierzy w to, że przyszedłeś tu po mnie.-Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu.

-W zasadzie to czemu?

-Długo by tłumaczyć.-Uśmiechnęłam się skromnie.-Bella.-Pstryknęłam przed twarzą siostry.

-Sorry, zagapiłam się na... na mega ciacho, które przyszło po moją siostrę.-Bruno zrobił się czerwony na twarzy i z zawstydzeniem podrapał się po karku.

-Eve możemy już jechać, rezerwację mamy na wpół do siódmej i boję się, że się spóźnimy.-Złapałam go pod ramię.

-Bell mogłabyś wstawić kwiaty?-Podałam jej okazały bukiet składający się z kilku rodzai kwiatów, a ona tylko kiwnęła potakująco głową.-Cześć.-Powiedziałam krótko i razem z Brunem wyszłam z domu.

Mimo tego, że zdrowy rozsądek mówił mi, że zachowuję się lekkomyślnie, cała reszta mówiła mi, że mogę mu zaufać. Nie wiem co sprawiło, że czułam się przy nim bezpiecznie. Dawno nie dałam się ponieść urokowi mężczyzny i może to był jeden z większych błędów w moim życiu. Bruno otworzył mi drzwi od auta, gdy wsiadłam zamknął je za mną, obszedł auto i usiadł za kierownicą. Odpalił silnik i spojrzał na mnie z uśmiechem. Może powinnam przestać żyć przeszłością, może powinnam dać się ponieść. Jak już mam czegoś żałować, to niech to będzie coś co zrobiłam i popełniłam błąd, niż fakt, że wszystko mogło wyglądać inaczej.

-O czym myślisz?-Jego subtelny głos wyrwał mnie z rozmyśleń.

-Dlaczego akurat ja?-Zapytałam patrząc przed siebie.

-Może dlatego, że jesteś pierwszą dziewczyną, do której nie umiałem normalnie podejść i zagadać. Już jak myślałem co mógłbym ci powiedzieć język mi się plątał.-Zaparkował i spojrzał mi w oczy.-Od dwóch tygodni chodziłem z psem na spacer o tej samej porze, w to samo miejsce, tylko po to by móc na ciebie popatrzeć przez kilka minut. Może powiesz, że to głupie, bardzo głupie. Zachowywałem się jak szczeniak, który nie wie czego chce. Gdyby nie Geronimo, pewnie nadal bym tylko zerkał z ukrycia.-Patrzyłam na niego, czując szkarłatny rumieniec na swojej twarzy.

Bruno cały czerwony na twarzy unikał mojego wzroku. Chyba oboje nie spodziewaliśmy się takiej odpowiedzi. Wysiadł z auta, podszedł do moich drzwi i mi otworzył. Dopiero teraz zobaczyłam gdzie stanęliśmy. Była to pięciogwiazdkowa restauracja, znajdująca się przy plaży. Kiedyś ja odwiedziłam, ale jak zobaczyłam ceny na kartach dań, zmówiłam tylko sałatkę i nigdy więcej nie wróciłam. Może to żart, złapie mnie pod rękę i poprowadzi w przeciwnym kierunku... Bruno podszedł do drzwi, otworzył je szeroko, dając mi do zrozumienia, że mam wejść pierwsza. Nie kryłam zdumienia na twarzy, za to on z uśmiechem wszedł zaraz za mną.

-Pan Hernandez o ile się nie mylę.-Powiedział kelner z wejścia.-Stolik już czeka.-Wziął dwie karty dań z kontuaru i poprowadził nas do stolika.

Restauracja była duża, bardzo duża, a kwadratowe stoliki, przykryte beżowymi obrusami, stały poustawiane w równych rzędach. Nie było ich dużo, przez co restauracja wydawała się być jeszcze bardziej ekskluzywna.Zostaliśmy poprowadzeni do dwuosobowego stolika pod oknem, z którego był piękny widok na plażę, na zachód. Bruno odsunął mi krzesło, a dopiero potem sam usiadł.

-Jak ci się udało zarezerwować tu stolik w tak krótkim czasie?-Zapytałam z niedowierzaniem.

-Znajomości znacznie ułatwiają życie.-Uśmiechnął się skromnie i zajrzał do karty dań.

Położyłam dłoń na drugiej karcie, ale nim zdążyłam przesunąć ją po stole w swoją stronę Bruno mnie powstrzymał, kładąc dłoń na mojej dłoni. Ten delikatny dotyk sprawił, że poczułam przyjemny dreszcz idący po moim ciele.

-Czemu nie pozwalasz mi spojrzeć w menu?-Zapytałam spoglądając na niego z ciekawością.

-Bo boję się, że przy wyborze dania będziesz się sugerowała ceną. Powiedz na co masz ochotę, a ja zamówię.-Nie dość, że dżentelmen to jeszcze nie oszczędza na dziewczynie, on musi coś ukrywać.-To co byś zjadła?-Spojrzał na mnie pytająco, z zachęcającym uśmiechem.

-Owoce morza.-Odpowiedziałam niepewnie.

-A coś konkretnego?-Pokręciłam tylko przecząco głową.

Bruno skinął na kelnera, który od razu podszedł, wyciągnął z kieszeni na piersi notes i długopis.

-Czego sobie życzycie?

-Dwa razy siedemnastka, po lampce wina do tego, a na deser dwie dwudziestki dwójki.-Nim zdążyłam zobaczyć co zamówił, kelner zabrał karty dań i odszedł.

-Co zamówiłeś?-Zapytałam jak kelner odszedł.

-Zobaczysz jak dostaniesz talerz, ale raczej będziesz zadowolona.-Ściągnął kapelusz, odsłaniając włosy zaczesane w stylu Elvisa Presleya i powiesił go na oparciu krzesła. -Teraz chciałbym się czegoś o tobie dowiedzieć.

-Ja o tobie też, więc śmiało zadawaj pytania, nie mam nic do ukrycia, oprócz byłych zamurowanych w piwnicy, ale to szczegół.-Machnęłam ręką i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

-Ile masz lat?-Jego pierwsze pytanie było dość banalne, ale z racji tego, że byliśmy na kolacji, choć tyle powinniśmy o sobie wiedzieć.

-Dwadzieścia sześć.-Odpowiedziałam krótko szturchając palcem widelec.-A ty?

-Dokładnie tyle samo.-Nie wyglądał na swój wiek, wyglądał na młodszego.-Gdzie pracujesz?

-Jestem chirurgiem plastycznym.

-Nie rozumiem jak kobiety mogą być aż tak zdesperowane by płacić tysiące by poprawić coś czego zazwyczaj nie trzeba poprawiać.

-Nie tylko kobiety, jest dużo mężczyzn, którzy mają kompleksy. Odsysają sobie tłuszcz, robią sztuczne mięśnie, czy powiększają penisy.-W tej chwili Bruno zakrztusił się ze śmiechu.

-Serio?

-Znajdą się i tacy idioci.-Wzruszyłam ramionami i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

-Poprawiałaś coś u siebie?-Zapytał z ciekawością.

-Jak bym miała zacząć się poprawiać, to zaczęłabym od makijażu, którego nigdy nie używam.

-A u mnie byś coś poprawiła?

-Nie.-Powiedziałam bez namysłu.

-Schlebiasz mi.-Uśmiechnął się skromnie.

-A ty czym się zajmujesz?-Zapytałam odwzajemniając uśmiech.

-Jestem muzykiem i mam własną wytwórnię.-Powiedział takim tonem jakby mówił o pogodzie.

-Nigdy o tobie nie słyszałam.

-To dobrze, bo mam dość kobiet, które padają mi do stóp tylko dlatego, że mówią o mnie w telewizji.-Spojrzał smętnie w okno.

-Wielu mężczyzn o tym marzy.

-Tylko tacy, którzy chcą przelecieć jak najwięcej.-Zanim coś powiedziałam ugryzłam się w język.

Po chwili kelner postawił przed nami talerze, przykryte kopułami. Zanim zabrał kopuły wrócił do kuchni i przyszedł do nas z białym winem, które postawił na środku stołu, w wiaderku z lodem. Otworzył butelkę, nalał trunku do kieliszków, odkrył talerze, ukłonił się i odszedł od stołu. Spojrzałam na talerz, na którym leżał spory homar, obłożony liśćmi sałaty, na których ciągnęła się biała smuga sosu. Zmierzyłam Bruna zdumionym spojrzeniem, on tylko się uśmiechnął i złapał za sztućce. Cisza nie trwała długo. Już po chwili któreś z nas wtrąciło coś głupiego i zaczęliśmy się krztusić jedzeniem ze śmiechu. Dawno nie gadało mi się z nikim tak dobrze jak z Brunem i miałam wrażenie, że on o tym wiedział.
______________________________
*Ten jest trochę dłuższy niż poprzednie, ale tylko dlatego, że jest trochę więcej dialogów niż wcześniej, mam nadzieję,że nie zanudziłam ^^*
  • awatar Marsoholic: @Marsoholiczka: Przestaniesz z tym uśmiercaniem? A co do tej fryzury, to chodzi o to, że jak ona go po raz pierwszy spotkała to miał loczki i Eve zapamiętała, że ma taką fryzurę. Rozumiesz?
  • awatar Marsoholiczka: Dlaczego Bruno jak po nią przyszedł najpierw miał "niesforne loki przykrywał brązowy kapelusz", a potem jak zdjął to był uczesany w fryza na Elvisa? Krasnoludki go uczesały pod kapeluszem? Lol :D Zachowują się jak nastolatkowie przy tych słitaśnych scenach XD Ale przynajmniej nie musze słodzić herbaty. Jest dobrze, póki co nikogo nie uśmierciłaś ani nie spotkali na swojej drodze żadnego psychopaty czy gwałciciela :D
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Świetny! Oni są tacy słodcy że można nimi słodzić cukier. :D Mam nadzieję że coś się między nimi zadzieje :D ♥ Czekam na następny :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Ok, równo po tygodniu kolejny odcinek... ktoś czekał? xD*

__________________________________

*Tak w skrócie*

W poprzednim odcinku poznajemy Eve. Główną bohaterkę, która uważa, że potrafi poradzić sobie sama, nie potrzebuje nikogo do szczęścia, przez co jest zawzięta, nieprzystępna i oziębła w stosunku do mężczyzn... do czasu, aż natknęła się na Bruna, który swym powalającym urokiem sprawił, że jej światopogląd zaczął wyglądać inaczej. Zakochała się i teraz zaczyna wątpić czy to co robi nie jest lekkomyślne... czy Bruno zawróci jej aż do tego stopnia, że pozwoli się ponieść zakochaniu? Przekonajcie się czytając kolejny odcinek.

*Eve Angel part 2*

Zeszłam na dół i pierwsze co zobaczyłam to Axela wyciągniętego na kanapie. Krótkie "cześć" powinno mu wystarczyć, bo nie mam ochoty odgrywać jakiejś zasranej scenki z nim w roli głównej, udając, że cieszę się, że go widzę i wmawiając mu jak bardzo za nim tęskniłam... Za to moja siostra przylgnęła do niego tak bardzo, że jakbym nie wiedziała co ich łączy, to pomyślałabym iż ma ochotę go udusić. Stanęłam za blatem, który odgradzał kuchnię od salonu i zrobiłam sobie kawy, chciałam jak najszybciej wymknąc się do siebie na górę, ale niestety...

-Eve może się przysiądziesz, dawno cię nie widziałem.-Axel pieszczotliwie poklepał kanapę obok siebie, dając mi do zrozumienia bym usiadła. "Jak dla mnie za krótko" zanim to powiedziałam ugryzłam się w język, wiem jak moja siostra by na to zareagowała.-Co tam u ciebie?-Zapytał ze sztucznym uśmiechem, w jego oczach widziałam, że chce mi dopiec, od zawsze lubił to robić.

-Nic co mogłoby cię zainteresować, więc łaskawie nie wciskaj nosa w nieswoje sprawy.-Powiedziałam oschle, siadając na fotelu.

-Mogłabyś być przyjemniejsza.-Wtrąciła się Bella.

-Mogłabym, ale nie jestem.-Zmierzyłam Bellę i Axela zimnym spojrzeniem i upiłam łyk kawy.

-Wiesz, może jakbyś była przyjemniejsza w końcu znalazł by się chłopak, który z chęcią dałby ci ulżyć.-Jego wredny uśmieszek sprawił, że zacisnęłam dłonie w pięści.-Może jakbyś się regularnie pieprzyła te twoje chimery by zniknęły. Idź do klubu, daj się komuś przelecieć i się w końcu kurwa uśmiechnij, bo wszyscy mają dość, tych twoich humorków. Wiecznie biedna, zbita i opluta mała Evelin.-W jednej chwili wstałam, podeszłam do Axela, zamachnęłam się i wymierzyłam mu prawy sierpowy prosto w twarz.

-Ty chuju, nic o mnie nie wiesz, więc łaskawie zamknij ryj i daj mi żyć. Jesteś u mnie w domu, więc stul ryj, albo wyjdź. To że pozwalam Belli u mnie mieszkać, nie znaczy, że muszę tolerować ciebie.-Stałam nad nim roztrzęsiona.

-Czego niby nie wiem? Podobno dwa lata temu zostawił cię narzeczony, od tamtej pory jesteś tylko kulą u nogi całego świata.-Powiedział trzymając rękę na policzku.-Bella powiedziała mi, że spędziliście ze sobą trzy lata, a potem cię zostawił, pewnie dlatego, że nie dałaś mu dupy.-W tej chwili dostał ode mnie drugi raz.

-A powiedziała ci, że był ze mną tylko by ojciec przepisał na niego firmę, powiedziała ci, że na tych oświadczynach zarobił grube miliony, a może raczyła wspomnieć o tym, że zanim mnie zostawił brutalnie mnie zgwałcił.-Trzęsłam się ze złości, miałam ochotę go rozszarpać.-Nic o mnie nie wiesz sukinsynu, rozumiesz, nic.-Z rozmachem złapałam za kubek z kawą, rozlewając przy tym pół jej zawartości.

Weszłam po schodach na górę, wyszłam na balkon i odetchnęłam świeżym powietrzem. Miałam ochotę coś zniszczyć, albo rzucić się z balkonu głową do dołu. Od dawna nie byłam taka wkurwiona. Spojrzałam w dal na dzielnicę w której mieszkałam. Była to jedna z bogatszych, a tym samym bezpieczniejszych dzielnic Los Angeles. Jako chirurg mogłam sobie pozwolić na duży dom, z basenem i ogromnym podwórkiem. Niestety rok po zakupie tego domu Bella przyjechała w odwiedziny do L.A. z prośbą by zostać moją współlokatorką. Niestety moje miękkie serce nie pozwoliło mi odmówić. Jeszcze wtedy nie było Axela i nie było o niego ciągłych kłótni. Znów spojrzałam na domki ciągnące się w nieskończoność. To w tej dzielnicy mieszkają lekarze z tego miasta, gwiazdy telewizyjne, muzyczne, ortodonci, po prostu ci którzy zarabiali cztery razy więcej niż wynosiła średnia krajowa. Ciekawe czy któryś z tych domów należy do Bruna. Czy siedzi teraz przy basenie ekskluzywnego domu, czy raczej w mieszkanku na trzecim piętrze i patrzy przez okno na smog rozciągający się nad ulicą... moje rozmyślanie przerwało pukanie do mojego pokoju. Uchyliłam drzwi i od razu je zamknęłam. Osoba która za nimi stała nie była mile widziana w moim prywatnym sanktuarium.

-Eve przepraszam, nie wiedziałem, jestem dupkiem. Zejdź na dół to pogadamy.-Usłyszałam za drzwiami głos Axela.

-Nie chce od ciebie przeprosin Bello.-Powiedziałam z sarkazmem.

-To ja Axel.

-Wiem, głos twój, ale słowa wymuszone przez Bellę, takie przeprosiny możesz wsadzić sobie w dupę.-Oparłam się o drzwi i spojrzałam przez okno, które nadal było otwarte.

-Zejdź na dół, pogadajmy.-Usłyszałam skrzypienie schodów, a po chwili jego kroki na dole.

Nabrałam dużo powietrza w płuca, otworzyłam drzwi i zeszłam na dół. Nigdy nie potrzebowałam dużo czasu by się pozbierać. Życie nauczyło mnie, że jeśli szybko się nie podniosę, niedługo nadejdzie kolejny cios, który tym razem na pewno mnie pokona. Weszłam do salonu i rozsiadłam się na fotelu, opierając się o podłokietnik, przerzucając nogi przez drugi. Spoglądałam to na Axela to na Bellę, zastanawiając się, kto pierwszy raczy zabrać głos. Axel odetchnął, nachylił się i spojrzał mi w oczy ze współczuciem.

-Przepraszam cię za to co powiedziałem, nie wiedziałem, że zostałaś aż tak skrzywdzona...-Zaczął, ale mój miażdżący wzrok, nie pozwolił mu dokończyć, zająknął się i zamilkł.

-Nic cię nie usprawiedliwia, nic, choćbyś powiedział to pod wpływem narkotyków, czy alkoholu nie masz prawa na mnie siadać. Nawet jakby moje humory były spowodowane niewyżyciem seksualnym, nie masz prawa się mnie czepiać, zrozumiałeś?-On tylko kiwnął głową.-Życzę ci i Belli szczęścia, ale jeśli możesz w moje życie się nie wpierdalaj.

-Ale będzie między nami zgoda?-Zapytał podając mi rękę, w geście pojednania, a ja po chwili zastanowienia ją uścisnęłam.

-Ale obiecuję ci, że jeszcze tylko jedna uwaga co do mojego życia seksualnego to wyjebię ci zęby.

-Po tym ostatnim uderzeniu wiem, że jesteś do tego zdolna.-Pomasował się po czerwonym jeszcze policzku i wszyscy się zaśmialiśmy.-O Boże Eve ty się uśmiechasz, trzeba gdzieś zapisać tę datę.

-Ha ha ha, bardzo zabawne.-Powiedziałam ironicznie.

-Powinnaś się częściej uśmiechać, dopiero wtedy widać jaka jesteś śliczna.

-Axel pamiętaj, że nadal tu jestem.-Upomniała się Bell.

-Dobra, ja muszę lecieć do pracy, jeśli będziecie się pieprzyć gdziekolwiek indziej, niż w sypialni Bell, to spale was razem z tym domem.-Wstałam z fotela, założyłam adidasy i zgarnęłam kluczyki od auta z wieszaka.-Będę o siedemnastej, ale też nie na długo.-Złapałam bluzę z wieszaka i wyszłam z domu.

Poczułam jak ciepły wiatr rozwiewał moje rude włosy. Pilotem otworzyłam garaż i moim oczom ukazał się czerwony kabriolet, który dostałam od rodziny na ostatnie urodziny. Sama nigdy bym sobie takiego nie kupiła, nie lubię wydawać pieniędzy na głupoty. Wyjechałam na podjazd, zamknęłam garaż i pojechałam do pracy. Pracowałam w niedużej, prywatnej klinice, nad której drzwiami wisiał szyld z napisem "chirurgia plastyczna". Fakt, że ten nieduży budyneczek leżał w samym centrum L.A. sprawiał, że grafik miałam wypełniony aż do końca przyszłego roku. Weszłam do środka od zaplecza, ubrałam fartuch lekarski i weszłam do recepcji. Mój asystent Gabriel już był na miejscu. Wysoki, brązowowłosy, ze słodkim uśmiechem. Jego niebieskie oczy sprawiały, że czułam się jakby wiedział wcześniej ode mnie co mam zamiar zrobić, wiedział o mnie wszystko, właśnie dlatego byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.

-Hej Eve, jak tam weekend?-Powitał mnie Gabriel swoim wiecznie szczęśliwym głosem.

-Hej Gab, jak zawsze, a u ciebie?-Zapytałam patrząc na karty dzisiejszych pacjentów.

-W porządku nie licząc faktu, że pies mi zdechł.-Spojrzałam na niego współczującym wzrokiem, chciałam coś powiedzieć, ale on był pierwszy.-Nie masz czego mi współczuć, nie mogłem już patrzeć jak Lin się męczy, miała dwadzieścia lat, czas już na nią. Dobra mniejsza z tym. Co powiesz na kolację, dziś wieczór, ty, ja...

-Niestety Gab ja się dzisiaj umówiłam, czy ty nigdy nie odpuścisz?-Spojrzałam na niego z delikatnym uśmiechem.

-Wiem przecież, że nigdy się nie zgodzisz, przecież jestem dla ciebie prawie jak brat, a teraz takie pytanko z czystej ciekawości, z kim się umówiłaś?-Spojrzał na mnie jak kobieta z salonu piękności, kiedy ma usłyszeć najnowszą plotkę.

-Chłopakiem z parku, dużo ci o nim nie powiem, chyba że jutro.-Uśmiechnęłam się sama do siebie na wspomnienie jego czekoladowych oczu.

-Mam nadzieję, że ci z nim wypali, bo na samo wspomnienie jego twarzy promieniejesz.-Odwróciłam się do niego plecami próbując ukryć rumieniec, złapałam za kartę jakiegoś pacjenta i weszłam do gabinetu, po chwili w gabinecie pojawił się Gabriel.-Jak się uśmiechasz wyglądasz jeszcze piękniej.

-Ile osób mi to dzisiaj powie?

-Pewnie każdy kto cię zna.-Uśmiechnął się do mnie skromnie.-Pierwszy pacjent gotowy go zabiegu, wpuścić?-W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową.
_________________________________________
*takie flaki z olejem, ale to tylko dlatego, że w wordzie nie widać jakie te przejścia od sceny do sceny są długie xD Mam nadzieję, że choć trochę wam się podobało ^^ Następny odcinek postaram się dodać za tydzień, czyli kolejny piątek. Dziękuję za uwagę i za to, że poświęciłyście mi kilka minut swojego cennego życia. Miłego Weekendu ^^*
  • awatar Marsoholic: @Marsoholiczka: Ciebie to w ogóle wszystko wkurwia xD
  • awatar Marsoholiczka: Dlaczego ten Gabriel jest taki dziwny? Nie lubię go, tak po prostu :D A Axel jest taki zjebany, po co Eve się z nim godziła?! :( W ogóle tu póki co wszyscy są wkurwiający! Prócz Eve i Bruna, więc czekam na scenę, w której będą tylko oni :D
  • awatar Słodziak-z-niego: Pomału się rozkręca, teraz tylko czekać na spotkanie z Buno :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Szesnaście dni temu wspomniałam, że spróbuję napisać opowiadanie.... a więc oto pierwszy odcinek. Do tych, którzy odważą się to przeczytać mam prośbę, chciałabym abyście to ocenili, ale szczerze, bo to początki i jeszcze będę miała szansę wszystko zmienić, a więc... miłego czytania.*
_____________________________________________
Czasem by znaleźć tę jedyną, prawdziwą miłość trzeba się nieźle natrudzić, kombinować, a i tak gówno z tego wychodzi, u mnie było trochę inaczej. Moja historia mówi o tym, że do szczęścia potrzeba nam niewiele, ukazuje nam, że mimo tego jak bardzo dostało się po dupie można się podnieść i nadal wierzyć w sprawiedliwość losu. Nie zawsze gdy po porażkach spotyka nas coś wspaniałego trzeba to odbierać jako sarkazm całego świata, bądź jako drwinę ze strony Boga, czasem wystarczy dać się ponieść i wszystko samo się jakoś ułoży. Tak było w moim wypadku... jeśli wam to nie przeszkadza to opowiem.

Najpierw się przedstawię. Jestem Evelin Angel, ale wszyscy zwracają się do mnie Eve. Jestem wysoką, rudowłosą, kobietą o zielonych oczach, która z powodu pewnych przeżyć trzyma się na dystans do każdego mężczyzny. Trudno jest zdobyć moje zaufanie. Uwielbiam wszelkiego rodzaju sporty i muzykę, czego rezultatem jest nie rozstawanie się z adidasami i moją kochaną gitarą elektryczną. Nie będę was zanudzać moją biografią, bo wszystko i tak wyniknie w trakcie tej mojej historii, więc... miłego czytania.

Całe opowiadanie zaczyna się czerwcowego ranka dwa tysiące jedenastego roku. Jak co rano poszłam do parku by pobiegać. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ten ranek obróci całe moje życie do góry nogami, a to wszystko za sprawą popapranego psa bez pohamować. Truchtem ruszyłam w głąb central parku, tą samą trasą co zawsze. Gdy byłam obok sadzawki w samym środku parku, wielka czarno-brązowa bestia wpadła na mnie z całym impetem. Straciłam grunt pod nogami i w ciągu sekundy znalazłam się w wodzie. Poczułam jak mokre ubrania przylegają do mojego ciała. Wynurzyłam głowę z wody i zaczerpnęłam powietrza. Na brzegu stał pies wyraźnie z siebie zadowolony. Podpłynęłam do brzegu i oparłam dłonie na brzegu próbując się wynurzyć, gdy zobaczyłam przed sobą wyciągniętą dłoń. Spojrzałam w górę i ujrzałam anioła, co prawda niezbyt wysokiego, ale nadal anioła. Brązowooki mężczyzna wyciągał do mnie rękę, chcąc pomóc wyjść mi z wody. Na jego twarzy widziałam malującą się troskę i zawstydzenie. Złapałam go za dłoń pozwalając sobie pomóc. Dopiero gdy stanęłam z nim twarzą w twarz zobaczyłam każdy szczegół jego urody. Wyglądał na góra dwadzieścia pięć lat, choć czarne loki sprawiały, że wyglądał jeszcze młodziej.

-Bardzo panią przepraszam, mój pies jest skończonym debilem, nie wiem co go podkusiło.-Jego aksamitny głos sprawiał, że zapomniałam za co mnie przepraszał.

-Nic nie szkodzi, kto wie co takiemu palantowi może nagle strzelić do głowy.-Wycisnęłam brzeg bluzki i spojrzałam na psa, który siedział na ziemi, drapał się za uchem i cicho powarkiwał na swoją nogę.-Gdyby to nie był pies pomyślałabym, że jedzie na psychotropach.-Oboje w tej chwili wybuchnęliśmy śmiechem. Uśmiech nieznajomego, dodatkowo ozdobiony subtelnymi dołeczkami w policzkach, sprawił, że zmiękły mi kolana.

-Może w ramach rekompensaty dasz się zaprosić na kolację?-Jego aksamitny głos, słodki uśmiech i czekoladowe oczy wywarły na mnie takie wrażenie, że wprost nie mogłam odmówić.

-No nie wiem, a mogę mieć pewność, że mnie nie wywieziesz do lasu, nie zgwałcisz i nie zabijesz?-Podniosłam jedną brew i oboje ponownie się zaśmialiśmy.

-Jakbyś miała tak patrzeć na wszystko to równie dobrze mógłbym cię teraz zgwałcić.-A zgwałć, nikt się nie pogniewa... Boże jestem jebnięta.-To jak?

-Ale najpierw chciałabym wiedzieć jak mam się do ciebie zwracać.

-Jestem Peter Hernandez, ale na ogół wszyscy mówią mi Bruno, a ty?

-Eve Angel.-Z uśmiechem uścisnęliśmy sobie ręce.

-Angel, na prawdę?-Kiwnęłam tylko głową.-Nazwisko, trafione jak mało które.-Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu.-To może przyjadę po ciebie o osiemnastej.

-Zgoda.-Uśmiechnął się do mnie, zapiął psa na smycz i zaczął iść w stronę bramy.

Nie ruszyłam się z miejsca patrząc jak idzie pare kroków i się zatrzymuje. Odwrócił się i żwawym krokiem do mnie podszedł.

-Dobrze by było jakbym znał twój adres.-Powiedział zakłopotany.-Chyba że to była delikatna próba spławienia mnie, zrozumiem.-Spojrzał na mnie miną zbitego psa.

-Jakbym chciała cię spławić to zrobiłabym to na początku, nie uważasz?-Spojrzałam na niego z uśmiechem jednocześnie zapisując swój adres na kartce którą mi podał.-Co ty taki rozkojarzony?

-Wiesz, trudno mi się skupić przy tak olśniewającej dziewczynie.-Poczułam jak szkarłatny rumieniec spływa na moją twarz. Podałam mu karteczkę, a on z uśmiechem jej się przyjrzał.-To do wieczora.-Machnął ręką i żwawym krokiem ruszył w przeciwnym kierunku niż ja.

Odgarnęłam włosy z twarzy, włożyłam ręce do kieszeni i ciągnąc nogę za nogą ruszyłam w stronę domu. Od dwóch lat żaden mężczyzna na mnie tak nie działał. Przestałam się trzymać własnych zasad. Pozwoliłam by zauroczenie pokonało mój zdrowy rozsądek. Nie wiem co takiego w nim ujrzałam. Jest tyle mężczyzna na świecie ,dlaczego akurat ten wywarł na mnie takie wrażenie, dlaczego akurat on musiał do mnie podejść, Boże dlaczego ja się zgodziłam na tę kolację. Zawsze się hamowałam, trzymałam facetów na dystans pozwalając by się natrudzili aby mnie zdobyć, a on... On zadziałał na mnie jak środek odurzający. Jest jak płomień, który mimo tego, że może się okazać niebezpieczny, przyciąga nas do siebie... muszę uważać by się nie poparzyć, bo tak jak ostatnim razem może zostać blizna na całe życie.

Nim się obejrzałam stałam pod domem. Wyciągnęłam z kieszeni klucze od mieszkania i nim włożyłam je do zamka, drzwi otworzyły się z takim impetem, że dostałam nimi w nos. Poczułam ciepłą krew spływającą mi po twarzy.

-Kurwa jebana w pizde mać.-Przekleństwami próbowałam stłumić ból, który z każdą chwilą rósł.

-Eve przepraszam, przez wizjer wyglądało jakbyś stała trochę dalej.-Powiedziała długowłosa szatynka stojąca w drzwiach mojego mieszkania.

-Jeśli złamałaś mi nos, to ci nogi z dupy wyrwę.-Powiedziałam do siostry.

Szatynka, która stała w drzwiach to Bella, moja starsza o rok siostra. Jest wieczną optymistką, ma mnóstwo niespożytkowanej energii, którą przetapia w seks ze swoim chłopakiem Axelem. Wysokim Brytyjczykiem o niebieskich oczach i blond włosach. Dla większości kobiet postrzegany jest jako ideał. Rozważny, opiekuńczy, troskliwy... kto wie jaki potwór z niego wylezie po ślubie. Może pomyślicie, że jestem głupia nie dostrzegając faktu, że może się tak zdarzyć iż jest tym ideałem, ale według mnie nie ma ideałów. Kiedyś wierzyłam w to, że istnieją, dopóki nie spotkałam "mężczyzny swojego życia", który odebrał mi wiarę w ludzkość.

-Czemu jesteś mokra?-Zapytała Bella gdy przeszłam przez próg.

-Bo kurwa padało.-Obie spojrzałyśmy w okno, na niebie nie było ani jednej chmurki.-Czy to teraz istotne?-Podeszłam do kuchennego blatu i złapałam za papierowy ręcznik. Urwałam kawałek i przyłożyłam go sobie do nosa, próbując zatamować krwawienie.-Na prawdę mogłabyś bardziej uważać.-Powiedziałam już spokojniejszym głosem.

-Przepraszam, po prostu jestem tak podekscytowana, Axel dzisiaj przyjeżdża, miesiąc go nie widziałam.-Jej rozentuzjazmowany głos sprawił, że miałam ochotę wywalić ja przez okno.

-O której?-Błagam wieczorem, błagam wtedy gdy mnie nie będzie.

-Za jakieś pół godziny.-Krótkie "kurwa" zabrzmiało w mojej głowie.

-Nie no po prostu świetnie, zaraz pójdę pociąć się łyżką.-Powiedziałam sarkastycznie.

-Czemu ty go tak nie lubisz?-Zapytała Bella poirytowana.

-Bo mi wmawia, że jestem niewyżyta seksualnie.-Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej ręcznik.-Idę się przebrać, jak będziesz miała ochotę jeszcze trochę się ze mną pokłócić, albo jeszcze raz przyjebać mi drzwiami, to śmiało, jestem u siebie.-Wyszłam z salonu i po schodach ruszyłam na strych.

Największym pomieszczeniem w domu był mój pokój. Zaadoptowany strych miał powierzchnię całego parteru, ale skosy sprawiały, że wydawał się mniejszy. Wodne łóżko stało tuż obok balkonowego okna, na przeciwko łózka była szafka nad którą powieszony był telewizor. Po całym pokoju walały się instrumenty, gitary wszelkiej maści, perkusja, flety, trąbki... wszystko na czym można było grać zawsze mnie fascynowało, jak tylko znalazł się instrument, którego nie miałam w kolekcji, musiałam go kupić i o własnych siłach nauczyć się na nim grać. Pod ścianą stała kolekcja adidasów, starannie poukładanych na stojakach na buty. Na skosach wisiała hawajska tapeta, która przypominała mi o moim pochodzeniu.

Otworzyłam okno na oścież i wyszłam na wszechstronny balkon znajdujący się nad garażem. Stały tu dwa leżaki, między nimi nieduży stolik, a na stoliku książka którą zostawiłam tu wczorajszego wieczoru. Wróciłam do pokoju i zajrzałam do szafy. Wyciągnęłam pierwsze lepsze ubrania i stojąc na puchatym, czarnym dywanie, zaczęłam się przebierać. Zawinęłam włosy w ręcznik i spojrzałam w lustro. Co takiego zobaczył we mnie ten chłopak, że postanowił się ze mną spotkać. Może po prostu czysta przyzwoitość kazała mu się zrekompensować. Pewnie dla niego to zwykłe przeprosiny, a ja jak zwykle zaczynam wyolbrzymiać. Znów spojrzałam w lustro i przypomniałam sobie słodkie, czekoladowe oczy nieznajomego. Nie twoja liga Eve, nie twoja...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

brunova
 
brunorules
 
*wstawiam to na wpis do @brunorules żeby było na obu blogach*
Cóż, może niektórzy pamiętają nasze kilka odcinków Wiadomości Na Proszkach i jeden odcinek Quizu Na Proszkach, ale to jest przeszłość
W każdym bądź razie wracamy z czymś również 'na proszkach'
Niezrozumiałe, głupie, p****e, jak zwykle, ale kto wie, może ktoś ma na tyle banalny humor jak my i go to rozbawi? Jak nie wstawimy to się nie dowiemy, więc miłego oglądania.
 

 
Boże jak ja dawno nie byłam na pingu, ale to nie była moja wina. Od ponad sześciu tygodni nie miałam neta i dopiero teraz znów jestem na bieżąco. Oczywiście pierwsze co muszę robić to uczyć się na gegę... cóż trudno się mówi, ale nie o tym chciałam tu się rozpisywać xD

Zastanawiam się, czy nie zacząć pisać opowiadania. Niby mam pomysł na całość, ale nie jestem pewna, czy po ostatniej gafie (tak mam na myśli to ostatnie spieprzone gówno) ktoś będzie to czytał. Jak myślicie, pisać czy nie?
 

 
Zdałam sobie sprawę, że to co pisze zamienia się w thriller, a na dodatek fantasty xD Spieprzyłam to opo. od początku... dlatego kończę to w cholerę i nic mojego zdania nie zmieni. Pozdrawiam tych, którzy mimo to, że coraz bardziej dziczało to opowiadanie czytali to nadal i na prawdę podziwiam, za to, że wytrzymali ^^ Mój blog od teraz pewnie będzie pusty, ale nie przestanę czytać tego co wy piszecie. Dziękuję za uwagę ^^
  • awatar FOR SALE ♡: *Serdecznie zapraszam do siebie. Organizuję pinger'owy sklep z ubraniami, kosmetykami i dodatkami, naprawdę tanio!*
  • awatar Słodziak-z-niego: @Marsoholic: uff, no to dobrze, w takim razie rób jak uważasz ^^ ale mimo wszystko nie rezygnuj z pisania, bo masz do tego dryg i nikt ci tego nie odbierze :)
  • awatar Marsoholic: @Słodziak-z-niego: Ale to nie przez twój komentarz, ty po prostu napisałaś to o czym ja myślałam już od jakiegoś miesiąca, na prawdę ^^ Tego już nie da się naprawić, chyba że usunęłabym z dziesięć odcinków ;/ Jeśli myślisz,że to przez cb to jesteś w błędzie ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Dobra napisałam... zastanawia mnie czy będzie kiedyś dzień kiedy spodoba mi się to co napisałam, pewnie nie. Przestanę tu biadolić, miłego czytania. ^^*
_______________________________________________
Spokojnym krokiem podeszłam do drzwi i przyłożyłam oko do wizjera. Przewróciłam oczami i otworzyłam drzwi. Sam ze stoickim spokojem weszła do środka. Nie wiem czemu, ale sam widok jej twarzy mnie irytował. Jakby w ogóle się nie przejęła faktem, ze jej syn przewędrował przez cały kraj, by uciec od matki. Wyglądała tak jakby dla niej to było całkowicie normalne.

-Gdzie Marcus?-Zapytała głosem, przez który ciarki przeszyły mi po plecach.

Brak uczuć w jej głosie, wyrazie twarzy, był wręcz niepokojący. Wyglądała tak jakby wyszła zza grobu. Była blada, chorobliwie blada, oczy miały pusty wyraz, a każdy włos stał w inną stronę. Przyglądałam jej się w osłupieniu.

-Gdzie mój syn?!-Zaczęła szybciej oddychać. Gołym okiem było widać, ze jest na skraju załamania nerwowego.

-Sam, co się stało?-Zapytałam drżącym głosem.

-Co cię to obchodzi? Masz własne życie.-Odezwała się z pretensją, ale wyraz twarzy był nadal taki sam... pusty.

-Sam powiedz co się stało, wyglądasz strasznie... jakbyś...

-Jakbym przeżyła życiową tragedię? Przeżyłam.-W tej chwili zalała się łzami i wpadła w moje ramiona.

Sam wypłakiwała mi się w ramie, a ja sama nie wiedziałam co mam zrobić. Z jednej strony nadal żywiłam do niej urazę, za to, że wtrącała się w moje życie i próbowała zniszczyć to co jest między mną, a Bru, zaś z drugiej wyglądała tak strasznie, że jakbym nie próbowała jej pomóc mogłabym powiedzieć, że nie mam serca.

W przedpokoju pojawił się Bruno. Jak tylko zobaczył Sam, stanął w przejściu i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Ja nie wiedząc co mam w tej chwili powiedzieć wzruszyłam tylko ramionami. Sam odsunęła się ode mnie, pociągnęła nosem i spojrzała mi w oczy.

-Mama się powiesiła.-Nagle serce zaczęło walić mi jak młotem.-Przez ciebie!-Krzyknęła i prosto w twarz.

-Że niby jak przeze mnie? Kazałam jej to zrobić?-Mój głos wydawał mi się teraz taki odległy, obcy.

Nie miałam z matką jakiś więzi emocjonalnych, ale ta wiadomość mną wstrząsnęła. Nie życzyłabym śmierci nawet największemu wrogowi. To wszystko wydało mi się takie nierealne, jakbym śniła, ale przyjemnym snem to tego bym nie nazwała. Bruno podszedł do mnie, objął mnie mocno w pasie i oparł brodę na moim ramieniu. On też nie wiedział co powiedzieć, bo pocieszać mnie nie musiał. Sam spojrzała na mnie czerwonymi, załzawionymi oczami.

-Najpierw zachowałam się jak świnia, tracąc tym samym siostrę, syn ode mnie uciekł, a matka powiesiła się, bo miała wyrzuty sumienia. A na dodatek jesteś z facetem, do którego nic nie czuję.-Znów zalała się łzami.

-Jak to wyrzuty sumienia?-Zapytałam marszcząc czoło.

-Masz czytaj.-Wyciągnęła z kieszeni zmiętą kopertę i mi ją podała.-Macie coś mocniejszego do picia?-Zapytał roztrzęsiona.

-Tak, jasne, chodź do salonu.-Powiedziałam nie odrywając wzroku od koperty.

Weszliśmy do salonu. Opadłam na kanapę nadal wpatrując się w kopertę, na której drukowanymi literami napisane było *Do Katie*. Bruno do trzech literatek nalał whiskey i postawił je na stole. Usiadł obok mnie, objął mnie ramieniem i pocałował mnie subtelnie w policzek.

-Kochanie otwórz, będzie z głowy.-Spojrzałam tylko na ukochanego, odetchnęłam i otworzyłam kopertę.

Z koperty wyciągnęłam równie pomiętą, pożółkłą kartkę. Gdzie nie gdzie pismo było rozmazane, najwidoczniej płakała pisząc ten list. Przełknęłam ślinę i zaczęłam czytać.

"Droga Katie."

"Pierwsze co chciałabym Ci przekazać, to to, że żałuję tego, że próbowałam rozbić twój związek."

"Wiem, że nie można mnie nazwać wzorem matki, żadnym wzorem nazwać mnie nie można. Całe życie traktowałam cię tak jakbyś była moją służącą, a nie córką, która w głębi duszy na prawdę kochałam. Przepraszam Cię za wszystko. Za to, że cię nie doceniałam, że wykorzystywałam fakt, że miałaś tak dobre serce. Sama nie wiem co mną kierowało gdy rozbijałam twoje związki jeden za drugim, ale trzeba przyznać, że gdyby nie to to w końcu nie trafiłabyś na takiego faceta jakim jest Bruno. Chyba największym błędem w moim życiu był fakt, że niby wszystko było ważniejsze od ciebie. Chcę cię tylko wyprowadzić z błędu. Nie traktowałam cię tak dlatego, ze byłaś adoptowana, traktowałam cię tak, bo bolało mnie, że tak na prawdę nie jesteś moją córką. Ja wiem, że mi nie uwierzysz w to co mówię, że uznasz to wszystko za kłamstwo i wiem też, że cokolwiek bym teraz nie powiedziała nie zmieni tego kim dla ciebie jestem."

"Nie błagam Cię o wybaczenie, bo wiem, że go nie dostanę. Chcę tylko byś wiedziała, że jesteś najwspanialszą osobą jaką znam."

"Ps:. Jeśli trzymasz ten list w ręce, oznacza to, że mnie już nie ma na tym świecie. Nie chcę byś się obwiniała za to co zrobiłam, zrobiłam to tylko dlatego, że nie mogłam żyć ze świadomością iż jestem tak wyrodną osobą."

Poczułam jak łzy spływają po moich policzkach. Nigdy nie spodziewałabym się, że ona potrafiłaby coś takiego powiedzieć. Odłożyłam list na stół i duszkiem wypiłam zawartość szklanki.

-Katie ja też chciałabym cię przeprosić.-Odezwała się Sam po chwili milczenia.-Moja zazdrość stłumiła zdrowy rozsądek. Wybacz mi, że próbowałam rozbić wasz jakże idealny związek.-Odetchnęła, wypiła duszkiem zawartość literatki i podniosłam się z fotela.-Wezmę Marcusa i już znikam, przepraszam, że o tym powiedziałam, teraz tylko będziesz się przejmować.-Spojrzała na swoje stopy.

-Ale ja nie mam zamiaru się przejmować. Żałuję tylko, że wolała się zabić, a nie porozmawiać.-Wytarłam łzy z policzków i blado się uśmiechnęłam.-Sam ty się lepiej ogarnij zanim cię syn zobaczy.

-Jak ty możesz to przyjmować z tak stoickim spokojem?-Zapytała ze zdziwieniem.

-Jakbyś w życiu wylała tyle łez co ja, to nie płakałabyś już za osobami na których ci nie zależy. Może w tej chwili macie mnie za człowieka z kamiennym sercem, ale dla mnie kobieta która napisała ten list jest całkiem obca. Tak jak żałuję, że człowiek, którego codziennie mijam na ulicy, odszedł. Spodziewałaś się, że wyleje morze łez? Jest tylko garstka osób za którymi mogłabym płakać. A właśnie kochanie.-Spojrzałam na Bruna, który był lekko zaskoczony nagłą zmianą tonu mojego głosu.-Gdzie jest Marcus?

-Na podwórku, bawi się z psem, już po niego pójdę.-Pocałował mnie subtelnie w policzek i wyszedł do ogrodu.

-Jednak muszę ci przyznać, że masz szczęście.-Powiedziała Sam z delikatnym uśmiechem wymalowanym na twarzy.-Już dawno powinnam ci przyznać rację, nie powinnam wychodzić za mąż tylko dlatego, że urodził sie Marcus. Jeszcze w tym tygodniu złożę pozew rozwodowy i zacznę żyć tak jak zawsze chciałam żyć. Matką też się nie będę przejmować, to był jej wybór.-Uśmiechnęła się blado w moją stronę.

Kolory powoli zaczęły wkradać się na jej twarz. Oczy powoli nabierały wyrazu, ale nie takiego jak kiedyś, teraz wyglądała na... szczęśliwą. Co było dość dziwne w tej sytuacji. Gładziła nerwowo włosy próbując doprowadzić się do porządku. Nagle do salonu wbiegł Marcus i wskoczył Sam na kolana. Ona od razu mocno go przytuliła.

-Synku jak miło cię znów widzieć. Przepraszam cię za to co powiedziałam.

-Nie szkodzi mamo, ciocia już mi wszystko wytłumaczyła. Lozumiem, każdego mogą ponieść emocje. Obiecałem już cioci, że nie ucieknę.

-Ale na wakacje ciocia chyba pozwoli ci przyjechać.-Oboje teraz na mnie spojrzeli.

-No jasne, ale nie spodziewałam się, że mogłabyś coś takiego powiedzieć Sam.-Zaskoczona, spojrzałam na siostrę.

-Świat się zmienia, to może ja też powinnam.-Uśmiechnęła się w moją stronę i podniosła się z fotela.-Chodź Marcus, ciocia i wujek pewnie chcieliby mieć chwilę dla siebie.

-Do zobaczenia ciociu.-Pomachał Marcus stojąc przy drzwiach.

-Cześć Katie, może nasze drogi jeszcze się kiedyś zejdą.-Powiedziała Sam z uśmiechem, wychodząc z domu.

Gdy zamknęły się za nimi drzwi, położyłam się na kanapie, kładąc głowę na kolanach ukochanego. Bruno zaczął delikatnie głaskać mnie po głowie.

-I jak kochanie?-Zapytał spoglądając mi w oczy.

-Jak ma być?-Uśmiechnęłam się do niego.

-No wiesz, ta kobieta jednak cię wychowywała...-Zaczął, ale widać było, że nie do końca wiedział jak obrać w słowa to co chciał mi przekazać.

-Kotku posłuchaj, to co było jest dla mnie przeszłością, częścią życia o której nie chce pamiętać. Osoby które uczestniczyły w chwilach życia, które teraz nie mają znaczenia, również nie mają dla mnie większego znaczenia. Nie będę za nią płakać, bo nic to nie zmieni. To był tylko i wyłącznie jej wybór. Ale nie mówmy już o tym.-Złapałam kopertę, która leżała na stole, zwinęłam ją w kulkę i wrzuciłam do kominka.-Może dokończymy to co robiliśmy zanim przyszła Sam.

-Zaskakujesz mnie, wiesz?-Powiedział przysuwając swoją twarz do mojej.-Na pewno wszystko w porządku?-Zapytał jeszcze raz, odgarniając włosy z mojego czoła.

-Na pewno.-Podniosłam się, przejechałam dłonią po jego policzku i złożyłam subtelny pocałunek na jego ustach.

-To dobrze, bo muszę lecieć do studia.-Pocałował mnie delikatnie w czoło i podniósł się z kanapy.-Wrócę za godzinkę, lub dwie.

-Ale my mieliśmy... zabiję cie kiedyś.

-Ale jeśli mnie zbijesz, już nigdy tego nie zrobimy.-Uśmiechnął się tryumfalnie.-Uwierz mi, wolałbym zostać z tobą.-Nachylił się, objął moją twarz dłońmi i złożył na moich ustach subtelny pocałunek.
  • awatar Słodziak-z-niego: Lubię to opowiadanie, ale przyznam się, że niestety coraz mniej mnie cieszy. Mówisz, że już nie podoba Ci się co piszesz i zaczyna się to czuć. Pamiętaj, że nic na siłę, powinno się pisać z przyjemności, a nie z konieczności :) Ostatnio w opo. zdarzają się niewyobrażalne rzeczy, aż strach pomyśleć skąd Ci się to bierze :D Tu matka się zabiła, wcześniej psychopatyczna rodzina... Heh, a tak na serio to mam nadzieję, że wszystko się tam jakoś ułoży bo już tylko brakuje, żeby sama Katie zwariowała, albo co gorsza Bruno :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
*OMG jak szybko udało mi się dodać ten odcinek, sama się tego po sobie nie spodziewałam, powodzenia w czytaniu tych nudnych wypocin ^^*
________________________________
-Sisi nie możesz mówić, że jest idealny tylko dlatego, że jest słodki i utalentowany, przecież charakter też się liczy.-Powiedziała Emma upijając łyk kawy.

-No tak, charakter też się liczy, co nie zmienia faktu, że pod tym względem jest równie idealny.-Spojrzałam na Bruna, który z niedowierzaniem kręcił głową.

-Mogłybyście przestać tak o mnie mówić jak tu jestem, czuję się głupio.-Wtrącił Bruno.

Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Westchnęłam i wstałam z kanapy by otworzyć. W drzwiach pojawił się Ryan i po chwili w całym domu słychać było radosne ujadanie Geronimo, który leciał na zbity pysk by się przywitać. Co za leniwy pies, wstał dopiero o trzynastej. Ryan ściągnął kurkę, buty i za mną wszedł do salonu.

-Ryan poznaj Sisi i Emmę.-Wskazałam na dziewczyny, które po kolei podały mu rękę.

-Hej jestem…-W tej chwili zaczął błądzić wzrokiem po ścianach zastanawiając się co powiedzieć.

-Ryan.-Powiedział Bruno dusząc się ze śmiechu.

-No tak, jestem Ryan.-Powiedział zakłopotany, a ja wtuliłam twarz w tors Bruna by nie wybuchnąć śmiechem.-Chyba jestem nie w porę, wpadnę później.-Zawstydził się reszty i wyszedł z salonu.

Wymieniłam zdziwione spojrzenia z Brunem. Oboje woleliśmy nic nie mówić. Samo zachowanie Ryana można było wytłumaczyć tylko jednym, ale odkąd znam Ryana, takie rzeczy dotyczyły wszystkich tylko nie jego. To chyba nie możliwe, żeby Ryan, podrywacz, mężczyzna, który tylko szuka okazji by zaliczyć, się zakochał. Gdybym sama nie widziała to bym w to nie uwierzyła. Już bardziej prawdopodobne było zobaczenie latającej świni ubranej w bikini, fruwającej gdzieś nad Miami.

-Co to było za ciacho?-Zapytała po chwili Emma, a ja się zakrztusiłam.

-To był Ryan, mój stary przyjaciel.-Powiedział otępiały Bruno.

-Jeżeli tu w L.A. takie ciacha na wolności chodzą to ja z chęcią przystanę na twoją propozycję Sis.-Spojrzałam na Bruna, który wzrokiem szukał ucieczki.

-Wujek mi obiecał, że zabierze mnie na gofera.-Powiedział po chwili Marcus.

-Co?-Nagle dotarło do niego, co tak naprawdę miał do przekazania Marcus.-No tak, zapomniałem, jak się dziecku obieca to trzeba dotrzymać słowa, chodź mały.-Złapał Marcusa za rękę i razem wyszli z salonu.

Gdy usłyszałam zamykające się drzwi, spojrzałam przez okno na Bruna, który odetchnął z ulgą. Trzeba przyznać, że Marcus idealnie wyratował go z tej rozmowy, aż zazdrościłam swojemu chłopakowi, że nie musi tego słuchać.

-Jeśli mogę spytać to o jaką propozycję chodziło?-Zapytałam spoglądając do pustej już szklanki.

-Sis proponowała byśmy znalazły sobie mieszkanie w Los Angeles, wiesz, ona ma tu chłopaka, a mnie na Cubie nic nie trzyma, a na dodatek nasza przyjaciółka tu jest, L.A. ma same plusy.

-To fa…. Zaraz, zaraz? Sis ma chłopaka?-Zapytałam zaskoczona spoglądając na przyjaciółkę.

-Mam i może niedługo go poznasz.

-Masz chłopaka, a jarasz się moim, lecz się dziewczyno.-Po moich słowach wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.

-Ale wiesz, mój chłopak to nie wielki, wspaniały, przystojny, utalentowany Bruno Mars.

-Mogłabyś dać spokój? To takie dziwne…

-Oj tam, miliony dziewczyn się nim jara.

-Ale nie przy mnie, jak jesteście ze mną tylko jedna osoba ma prawo się ekscytować tym jaki jest wspaniały i to jestem ja.

Po jakiejś godzinie usłyszałam, dźwięk otwierających się drzwi. Wstałam z kanapy i poszłam do przedpokoju, gdzie z uśmiechem powitał mnie Bruno. Po chwili usłyszałam, kroki naszego domowego potwora, który leciał, by przywitać się z panem. Tętent towarzyszący jego biegowi można było usłyszeć nawet wtedy gdy biegł z nad basenu. Po chwili czarno-brązowa smuga rzuciła się na Bruna całym ciałem. Gero zaczął dokładnie wylizywać jego twarz, tak jakby co najmniej Bru przed chwilą wrócił z misji w Afganistanie.

-Katie proszę zabierz tego bydlaka.-Leżał na ziemi próbując odepchnąć od siebie psa, który z każdą chwilą lizał go z coraz większą natarczywością.

-Nie mogę, to tak zabawnie wygląda.-Zaśmiałam się patrząc na Geronimo, który położył się na brzuchu Bruna i za każdym razem jak tylko Bru podnosił głowę, raczył go soczystym buziakiem.

-No bardzo zabawne, on ze mnie zaraz skórę zliże.-Zrzucił psa z siebie, przycisnął go do ziemi i wisząc nad nim spojrzał mu w ślepia.-Koniec zabawy, samiec alfa tak powiedział i tak ma być.-I Geronimo na znak tego, że zrozumiał jeszcze raz przejechał ozorem po całej twarzy Bruna, na co ja zareagowałam śmiechem.

-Niby idiota, ale nie potrafię bez ciebie żyć, kochanie.-Powiedziałam nadal chichocząc.

-Ma się ten dar.-Bruno wstał i objął mnie w pasie.-Dziewczyny już poszły?-Zapytał zbliżając swoje usta do moich.

-Nie, a poza tym nie pocałuję cię dopóki nie umyjesz twarzy, daje od ciebie psim żarciem.-Odsunęłam się od niego i oboje wybuchliśmy śmiechem.

-Już idę się umyć, a tak poza tym, zamawiamy coś do jedzenia?-Zapytał gdy zaburczało mu w brzuchu.

-Coś na pewno.

-A co?

-Zdam się na ciebie.-Z uśmiechem przejechałam dłonią po jego policzku i razem z Marcusem poszłam do salonu.

Po chwili rozmowy do salonu wszedł Bruno, usiadł obok mnie i subtelnie pocałował mnie w policzek.

-Katie co byś powiedziała jakbyśmy zrobiły babski wypad w góry tuż przed świętami?-Sis pojrzała na mnie z nadzieją.

-Sorry, ale mój chłopak pierwszy wpadł na ten pomysł.-Przysunęłam się do Bruna, który od razu mnie objął.

-Oj no weź, przecież masz go na co dzień.-Jęknęła zrezygnowana Emma.

-Tak, mam go na co dzień o ile, nie ma koncertu, próby, nie musi lecieć do studia, ja nie muszę jechać na jakieś zawody i o ile co chwila nie wpadają do nas znajomi.-Spojrzałam na nią podnosząc jedną brew.

-To zrobimy tak, najpierw pojedziesz z Brunem, ty zostaniesz, my przyjedziemy, a Bruno wróci do L.A. i w ten sposób każdy się tobą nacieszy.-Powiedziała Sis z entuzjazmem.

Wszystkie trzy spojrzałyśmy na Bruna, który tylko się uśmiechnął.

-Kochanie czego ty oczekujesz? Pozwolenia? Nie jestem twoim ojcem, by ci czegoś zabraniać.-Odgarnął włosy z mojego czoła i subtelnie pocałował mnie w usta.-Jeśli sprawi ci to przyjemność to jedź o ile wrócisz na święta.

-A co? Przygotowałeś coś specjalnego?-Zapytałam z uśmiechem.

-Nie bardzo, moja mama nalegała, abym pojawił się z tobą.

-Nie wiem czy to dobry pomysł, bym wpieprzała się w twoje rodzinne święta. –Spojrzałam na niego niepewnie.

-Pierwsze święta kiedy jesteśmy razem, a ty wyskakujesz z czymś takim. Myślisz, że pozwoliłbym ci zostać tu Samej? Chyba za krótko mnie znasz.

-Ale…

-Żadnych ale.-W tej chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.-Skoro wszystko ustalone idę odebrać zamówienie.-Pocałował mnie czule w czoło, wstał i wyszedł z salonu.

Dziewczyny zjadły pizzę i zaczęły się zbierać, bo Sis śpieszyła się do chłopaka, a Emma miała jechać do biura nieruchomości. Gdy tylko zamknęły za sobą drzwi, Bruno odetchnął z ulgą.

-Nie ciesz się za wcześnie kochanie, niedługo wpadnie jeszcze jeden gość i chyba z najmniej mile widziany.-Położyłam się na kanapie, kładąc głowę na jego kolanach.

-Ale twoja „siostra” przynajmniej nie będzie rozgadywać się o tym, jak bardzo pragnie znaleźć się w łóżku Ryana.-W tej chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.

-Skąd wiesz? Ją stać na wszystko.-Wzruszyłam ramionami i znów zaczęliśmy się śmiać.

Delikatnie podwinęłam jego koszulę i zaczęłam składać subtelne pocałunki na jego brzuchu. Bruno powoli wsunął dłoń pod moją bieliznę, co sprawiło, że z mojego gardła wydobył się cichy jęk. Wbiłam dłonie w kanapę, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.

-Ja pierdole.-Mruknął Bruno zrezygnowany.

-No właśnie nie pierdolisz i w tym cały problem.-Spojrzałam na ukochanego podnosząc jedną brew i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Drogie Marsoholiczki,
życzę wam:
zdrowia, szczęścia,
pomyślności, spełniania marzeń,
niezapomnianych wrażeń.
Prezentu wspaniałego, wymarzonego.
I szczęśliwego Nowego Roku.
 

 
*No i proszę, w końcu dodałam. Mam nadzieję, że wam się spodoba ^^*
___________________________________________
Bruno delikatnie przejechał dłonią po moim policzku, patrząc mi głęboko w oczy. Wyraz jego twarzy nie wróżył nic dobrego, był smutny, zdołowany wręcz. Zobaczyłam łzy wypływające spod jego powiek.

-Kochany, co się stało?-Zapytałam wycierając jego łzy.

-Katie to koniec, nie możemy dłużej ze sobą być, spakuj swoje rzeczy i wyjdź.-Nagle zawalił się cały mój świat.

-Czemu? Wyjaśnij mi to, proszę. Czemu nagle chcesz ze mną zerwać? Nie rozumiem.-Bruno spojrzał na mnie z politowaniem.

-Co ja mam ci niby wyjaśniać, ty powinnaś doskonale wiedzieć, co się stało.-Rozzłościł się nagle.

-Kochanie…

-Nie mów już tak do mnie, wyjdź i nie wracaj, nie chce cię już na oczy widzieć.-Wskazał palcem drzwi, a ja się rozpłakałam.

-Czemu?-Wyszeptałam i nagle coś wyrwało mnie ze snu.

Zerwałam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam się po pokoju. Bruno siedział obok mnie patrząc na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Odetchnęłam i spojrzałam na ukochanego, który wyglądał jakby miał zasnąć na siedząco. Bez słowa przytuliłam się do niego i razem się położyliśmy. Mocno wtuliłam się w ukochanego i splotłam nasze nogi. Już po chwili zasnęłam.

Obudziłam się około siódmej, nadal w objęciach ukochanego. Próbowałam wstać z łóżka, tak by go nie obudzić, ale mi się nie udało. Bruno spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem, przeciągnął się i usiadł.

-Hej Kochanie, co ci się wczoraj śniło, że obudziłaś się taka przerażona?-Zapytał przecierając oczy.

-Najgorszy z możliwych koszmarów.-Powiedziałam krótko i pocałowałam go czule w usta.-Co byś chciał na śniadanie?

-Nie fatyguj się.

-Będę.-Powiedziałam zarzucając na siebie koszulę ukochanego.

-Mam wrażenie, ze wyglądasz w moich koszulach lepiej niż ja.-Podszedł do mnie chichocząc, objął mnie w pasie i subtelnie pocałował w szyję.

Wplątałam dłonie we włosy ukochanego i zaczęłam delikatnie pieścić jego usta. Bruno załapał mnie mocno za pośladki i z impetem mnie do siebie przysunął. Nagle poczułam jak ktoś ciągnie mnie za brzeg koszuli. Spojrzałam w dół i ujrzałam Marcusa, który wyglądał na zszokowanego.

-Co wujek lobił?-Zapytał po chwili.

-Yyy... Pokazywałem Katie jak bardzo ją kocham.-Odpowiedział Bruno zmieszany, a ja zakryłam dłonią usta by powstrzymać śmiech.

-To ja wiem, ale czemu miętoliłeś pupę cioci?-W tej chwili oboje wybuchliśmy śmiechem, sprawiając, że Marcus się zmieszał.-Bo tak nie wolno lobić. Jak ja pomogłem przyjaciółce wejść na drabinki, podsadzając ją za pupę, to moja nauczycielka zablała mnie do dylektola i powiedziała, że jestem zboczony, zdemolalizowany i że większego zboka w moim wieku nie widziała i dostałem dwa tygodnie kozy. Czy to znaczy, że wujek jest zbokiem?-Kucnęłam i wręcz płakałam ze śmiechu, szybko wytarłam łzy i spojrzałam na chłopca, który poklepywał mnie po ramieniu ze współczuciem.-Wiem ciociu, ze to stlaszne, dowiedzieć się, że osoba, któlą się kocha jest zboczeńcem.-Bruno teraz też nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.

-Marcus trochę źle postrzegasz niektóre rzeczy, ale masz rację, Bruno jest zbokiem, ale wcale mi to nie przeszkadza, bo ja sama normalna nie jestem.-Wytarłam łzy i zaczęłam masować się po boku.-Aż kolki dostałam.

-To ja idę zrobić śniadanie.-Powiedział Bruno, gdy przestał się śmiać.

-Ej, ale ja miałam.-Bruno tylko wzruszył ramionami i z uśmiechem wyszedł z sypialni.-Małpa.-Krzyknęłam za nim, a w odpowiedzi usłyszałam tylko cichy chichot.

Wzięłam chłopca na ręce i poszłam z nim do salonu. Po chwili w salonie pojawił się Bruno z talerzem kanapek i dzbankiem z sokiem. Złapałam za kanapkę, gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam z lekkim poirytowaniem na komórkę, która leżała na stole. Z niechęcią sięgnęłam po niego i spojrzałam na wyświetlacz. Sis? Co ją podkusiło, by teraz do mnie dzwonić? Uśmiechnęłam się i odebrałam.

-Hej Sisi, co się stało, że sobie o mnie przypomniałaś?

-Jestem w Los Angeles z Em i wypadałby wpaść do przyjaciółki nie uważasz.-Usłyszałam jej ciche przekleństwo i pisk opon.

-Prowadzisz?

-Tak.

-To daj Emmę, bo jak się na słupie rozwalisz, to będę miała was na sumieniu.

-Mówisz jak moja matka, ale niech ci będzie.-Sis westchnęła i najwyraźniej podała telefon Emmie, bo usłyszałam mnóstwo szumów.

-Katie, nawet nie wiesz jak cię cieszę, że znów się zobaczmy.-Powiedziała Em z euforią w głosie.-Podaj swój adres to wpadniemy za jakieś pół godziny, albo więcej, bo wiesz, pierwszy raz jesteśmy w L.A. i nie wiem czy się po drodze nie zgubimy, a wiesz jaka jest Sis. Ona i pytanie o drogę to jak ty i powiedzenie, że nie jesteś głodna, albo ze nie pijesz.-Obje się zaśmiałyśmy.-To co mam zapisać?-Chwilę się zastanowiłam i podałam jej adres.-To do zobaczenia.-Powiedziała szybko i się rozłączyła.

Odłożyłam telefon na stół, nałam sobie soku i złapałam za kanapkę.

-Kto dzwonił kochanie?-Zapytał Bruno po chwili.

-Sis i Emma, moje znajome z Cuby. Postanowiły, że wpadną.-Upiłam łyk soku i zmierzyłam ukochanego wzrokiem od góry do dołu.-Trzeba będzie się ubrać.

-Dlaczego tak na mnie patrzysz?

-Bo Sis tak jakby jest twoją fanką i zastanawiam się jak bardzo by jej odwaliło gdyby cię tak zobaczyła. Dlatego lepiej się ubierz, nie mam pojęcia co się robi jak ktoś dostane padaczki.-Oboje się zaśmialiśmy.

-Chyba trochę przesadzasz.-Powiedział nadal chichocząc.

-Kochanie, uwierz, Sis jest trochę… walnięta.

-To się dogadamy.-Powiedział wychodząc, na co ja zareagowałam śmiech.-Idę wziąć prysznic.

-A mi po co to mówisz?

-Bo może chcesz się dołączyć.-Spojrzał na mnie z uśmiechem, podnosząc jedną brew.

-Porąbaniec.-Zaśmiałam się, a on tylko z uśmiechem wzruszył ramionami i wyszedł z salonu.

-Ciociu, czyli to będzie mój wujek?-Zapytał Marcus po chwili.

-Jeśli dobrze pójdzie, to tak.-Spojrzałam na chłopca z uśmiechem, który jakby lekko się zmartwił i poklepał mnie ze współczuciem po ramieniu.

-To ja już współczuję mojemu przyszłemu kuzynowi, mama waliatka, a tata nie lepszy.-Pokręcił głową, a ja głośno się zaśmiałam.

-Rozwalasz mnie Marcus.-Pogłaskałam chłopca po głowie i złapałam za pilota od telewizora.-Włączę ci coś, a sama pójdę się ubrać, dobrze?

-Jasne.-Odpowiedział krótko, wpatrując się w wyłączony telewizor.

Włączyłam mu jakiś kanał z bajkami i poszłam do sypialni. Zgarnęłam z szafy pierwszą lepszą podkoszulkę, moje ulubione czerwone spodnie, ubrałam się i wróciłam do salonu, gdzie Marcus z nudów zaczął wkładać sobie paluszki w noc. Kiedy mnie zobaczył zawstydził się, odłożył paluszki na stół i udawał, że nic dziwnego nie robił. Śmiejąc się usiadłam na kanapie i wzięłam chłopca na kolana. Po chwili odezwał się mój telefon. Westchnęłam, spojrzałam na wyświetlacz i odebrałam.

-Katie, wydaje mi się, że źle zapisałam adres, pod adresem, który mam znajduje się zajebista willa z basenem, może jeszcze raz podasz mi adres.-Usłyszałam lekko speszoną Sis w słuchawce.

Podeszłam do okna i spojrzałam zza zasłonki na chodnik przed domem. Z uśmiechem wyszłam z domu i do nich podeszłam.

-Może was zaskoczę, ale tu właśnie mieszkam. Zaparkujcie na podjeździe, bo tu jest zakaz i zamknijcie gęby, bo wam much nalecą.-Zaśmiałam się spoglądając na dziewczyny, które aż zamurowało.

-Katie jak miło cię widzieć.-Powiedziała Emma po chwili i mocno mnie uścisnęła.

-Was też.-Uścisnęłam każdą po kolei.

-To ja przeparkuję auto i zaraz do was dołączę.-Powiedziała Sis wsiadając do auta.

-Założę się o trzy dychy, że Sis dostanie spazmów na widok z kim mieszkam.-Zaśmiałam się spoglądając na Sis, która próbowała prosto zaparkować.

-Wchodzę.-Em podała mi rękę, na znak zawarcia zakładu.

Kiedy Sisi udało się zaparkować, wysiadła z auta z tryumfalną miną i razem weszłyśmy do domu. Dziewczyny wyglądały jakby miały zaraz sraczki dostać, ale nic nie mówiłam, bo ja widząc ten dom pierwszy raz też musiałam wyglądać. Zrobiłam kawy i wszystkie usiadłyśmy w salonie.

-Katie widziałaś gdzieś mój…-Powiedział Bruno wchodząc do salonu, okryty jedynie ręcznikiem, na co Sisi przenikliwym piskiem.-Dziewczyno ocipiałaś?-Zapytał Bruno lekko poirytowany.-Zawału można dostać.

-B-b-b-Bruno Mars!-Zająkała się Sis.-Nie wiesz ile fanek marzy o tym by zobaczyć cię… tak.

-Robi się… dziwnie.-Mruknął Bruno zmieszany.

-Ostrzegałam kochanie.-Powiedziałam podchodząc do niego.-Idź się ubierz, może jak wrócisz uda mi się ją opanować.-Pocałowałam go w policzek, a on kręcąc głową z niedowierzaniem, poszedł do sypialni.

-Ja lozumiem, że Bluno jest przystojny, no okej, ale żeby od lazu piszczeć jak gwalczony olangutan… tego nie pojmę.-Powiedział Marcus z fotela, a wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.

-Katie, kto to jest?-Zapytała Sis przez śmiech.

-Mój siostrzeniec, który spędza ze mną za dużo czasu.-Wytarłam łzy i spojrzałam na Bruna, który właśnie wszedł do salonu.

-Jestem Peter, ale wszyscy mówią mi Bruno.-Bru Podał ręce Najpierw Emmie, a potem Sisi.

-Jestem Emma, to Do Sisi, która w tej chwili zastanawia się jak ma na imię.-Em wyciągnęła z kieszeni trzydzieści dolarów i podała mi je.

-Kochanie dlaczego ona ci…-Bruno spojrzał na mnie pytająco.

-Był zakład, nieważne.-Bruno tylko wzruszył ramionami i napił się mojej kawy.

-Nie wierzę, że siedzę tu, w domu Bruno Marsa i piję z nim kawę.-Powiedziała Sis podekscytowana.- Uwielbiam cię, twoją muzykę, ruchy, głos, carrot dance. Jesteś spełnieniem kobiecych marzeń.-Miałam wrażenie, że zaraz się posika z tej ekscytacji.

-Powoli zaczynam się ciebie bać.-Rzekł Bruno lekko przysuwając się w moją stronę, na co wszyscy zareagowali śmiechem.
  • awatar Słodziak-z-niego: Ten mały Marcus to mnie też rozwala czasem swoimi tekstami :D A Bruno już niech nie udaje, że to jest jakieś dziwne, no dla mnie jest naturalne xDD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Miałam wczoraj dodać odcinek, tuż po Wigilii klasowej, ale jak tylko spotkałam się z Mamą okazało się, że to najgorszy dzień w moim życiu. Dziękuję tato. -.-'
Wiem, że nie chcecie tego słuchać, ale się wyżalę.
Wczoraj wróciłam z Wigilii po dziewiętnastej. Jeszcze szczęśliwa weszłam do sklepu by przywitać się z mamą... Pierwsze co od niej usłyszałam, to to, że muszę zostać w sklepie, bo mój Daruś został potrącony przez auto. Na początku byłam optymistką i myślałam, że z tego wyjdzie, dopóki nie usłyszałam, że Nawet Tomek (mój brat) płakał. Spędziłam dwie godziny w sklepie kląć na telefon by w końcu mama do mnie zadzwoniła co się dzieje z Darkiem.
Jak ja się cieszę, że się okazało, że go musieli tylko szyć. Był taki moment w sklepie kiedy zwątpiłam w to, że w ogóle z tego wyjdzie. Myślałam, że on odejdzie i że ja przy nim nie będę, że już nigdy go nie zobaczę. Chyba tylko nieliczni wiedzą co ja czułam.
Teraz mój bidulek, tylko leży, karmić go trzeba łyżką, miskę z wodą pod nos trzeba podtykać, bo ma trzy łapy uszkodzone i jak widzę jak on próbuje wstać to łzy mi do oczu napływają.Co gorsza przez około miesiąc będzie wyglądał tak:
Dlaczego zawsze najbardziej cierpią ci niewinni?
Przepraszam, że zmarnowałam kilka minut z waszego jakże cennego życia.
  • awatar Słodziak-z-niego: Biedna psinka, wariaci to jeżdżą i nie patrzą co się w około dzieje. :(
  • awatar Mauve: Kochana, trzymajcie się tam! A za Twojego psinka trzymam kciuki i niech zdrowieje!
  • awatar brumbru: ojej, łzy w oczach, że biedne zwierze cierpi. Mam nadzieję, że maleństwo szybko się wykuruje. :( Niektórzy ludzie są beznadziejni w stosunku do zwierząt.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Dzisiaj byłam w Empiku po prezent... dla mnie. Po choinkę dostanę "Unorthodox Jukebox" i rozszerzoną wersję Do-Woops. Wszystko było by ok, gdyby nie fakt, że te płyty leżą u mnie w pokoju, w zasięgu mojego wzroku na półce, ale do świąt nie mogę zedrzeć z nich foli. Będą sobie tak leżeć i się ze mnie śmiać. Pewnie sama będę musiała je zapakować xD Nikt nie pojmie moich rodziców. Mam mieć niespodziankę mając swój prezent przed nosem... Dlaczego mamo? Dlaczego?
Nie wiem po co wam się wyżalam, ale pozdrawiam tych co przeczytali
__________________________________
*Ps:. Odc. prawdopodobnie pojawi się jutro ^^*
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Wytrzymasz :D :D
  • awatar Słodziak-z-niego: Okropnych masz rodziców! Jak tak można? :D Ja bym za cholerę nie wytrzymała, nie ma szans pokusa za wielka :D Jeżeli wytrzymasz do czasu wigilii, czy kiedy tam to szczerze cię podziwiam. I dziękuję za pozdrowienia :D :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chodziłam po salonie w tę i z powrotem, chodziłam tak w kółko całymi dniami od jakiegoś tygodnia. Zastanawiając się gdzie mógł podziać się Marcus. Przecież to mały chłopiec, chyba nie myślał, że sam przebędzie cały kraj… Spojrzałam na Bruna, który z lekką irytacją wymalowaną na twarzy śledził mnie wzrokiem.

-Usiądziesz wreszcie? To twoje krążenie zaczyna mnie irytować.-Powiedział Bru po kolejnych dziesięciu minutach moich przechadzek.

-Niech ci będzie, usiądę.-Padłam na kanapę.

-Rozluźnij się, z nerwów noga ci chodzi.-Zaśmiał się kładąc dłoń na moim kolanie.

-Ale nie mogę…

-To ja ci kochanie pomogę.-Złapał mnie mocno za pośladki i z impetem do siebie przysunął.

Zaczął subtelnie pieścić ustami moją szyję, a jego dłonie powoli zjechały na moje uda. Przechylił się delikatnie, kładąc mnie na kanapie. Przejechał placem po mojej kobiecości, a ja mimowolnie wbiłam paznokcie w skurzane obicie tapczanu. Spojrzałam w czekoladowe oczy ukochanego, a on się tylko uśmiechnął i złożył subtelny pocałunek na moich ustach.

-Uwielbiam to pożądanie w twoich oczach.-Powiedział patrząc mi głęboko w oczy, jednocześnie sunąc dłonią wzdłuż mojej tali.

-To może pójdziemy na kompromis i zamienimy pożądanie w zaspokojenie.-Podniosłam się lekko i przejechałam językiem po jego szyi.

Złapał za brzeg mojej bluzki i szybkim ruchem ją ze mnie zdjął. W tej chwili jego męskość dała o sobie znać. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam rozpinać koszulę ukochanego. Jego mięśnie z każdą chwilą coraz bardziej się napinają. Bruno nachylił się i zaczął składać subtelne pocałunki na moim brzuchu. Zrzuciłam go z siebie, na kanapę i usiadłam delikatnie na jego udach. Przejechałam dłonią wzdłuż jego klatki piersiowej i rozpięłam guzik od jego spodni. Nachyliłam się nad ukochanym i zaczęłam subtelnie pieścić jego warg. Kiedy się odsunęłam Bruno odpiął mój stanik i rzucił go gdzieś w kąt. Złapał mnie mocno za piersi, a z mojego gardła wydarł się cichy jęk.

-Należysz do mnie kochanie.-Powiedział przygryzając moją dolną wargę.

-Nie będę się sprzeczać.-Bruno przewrócił się na bok, tym samym zrzucając mnie z siebie.

Leżałam naga wtulona w ukochanego, próbując złapać oddech. Bruno położył dłoń na moim policzku i spojrzał mi w oczy.

-Jak było kochanie?-Zapytał seksownym głosem, z lekką zadyszką.

-Nie no, mogłeś się bardziej postarać.-Powiedziałam obojętnym tonem.

-Ty mendo, za kłamanie będzie kara.-Podniósł się lekko i zaczął mnie łaskotać.

-Bruno! Proszę! Przestań!-Krzyczałam między salwami śmiechu. Po chwili przestań i przysunął swoją twarz do mojej, z tryumfalnym uśmiechem wymalowanym na twarzy.

-To teraz bez kłamstw, jak było?-Oboje zachichotaliśmy.

-Kochany… jesteś bogiem seksu.-Objęłam jego twarz dłońmi i namiętnie go pocałowałam, w tej chwili ktoś zapukał do drzwi.-Ciekawe kogo niesie?

Wstałam, założyłam bieliznę i narzuciłam tylko na siebie koszulę Bruna. Gdy Bru założył spodnie i zgarnął moje rzeczy leżące na ziemi, poszłam otworzyć drzwi. W drzwiach stał wysoki, rudowłosy, niebieskooki chłopak z… Marcusem, który od razu przytulił się do moich kolan. Wzięłam chłopca na ręce i mocno go przytuliłam.

-Rex, może wejdziesz?-Zwróciłam się do mężczyzny, który tylko z uśmiechem kiwną głową i wszedł za mną do środka.-Co ty tutaj robisz?-Zapytałam ze zdziwieniem.

-Spotkałem małego w parku, spytałem czemu płacze, opowiedział mi, ze uciekł z domu, ze chce odnaleźć ciocię, która mieszka w Los Angeles, powiedział jak się nazywasz to pomyślałem, że pomogę małemu, przy okazji cię odwiedzę.-Rozsiadł się w fotelu i spojrzał na mnie z uśmiechem.-Nic się snie zmieniłaś.

-Bo minęło raptem pół roku. A właśnie, przecież podróż z New Yorku do Los Angeles nie trwa tydzień.-Spojrzałam na niego podejrzliwie.

-Pomyślałem, że głupio by było jakbym ci siostrzeńca w tak podłym nastroju przywiózł, więc zabrałem go do Disney Landu.

-I tak trudno było zadzwonić?-Zapytałam zdenerwowana.

-Idiotko, przecież numer zmieniłaś.

-Dobra, przepraszam, mój błąd. Chcesz kawy, herbaty?-Powiedziałam podnosząc się z kanapy.

-Kawy.

-A ty Bruno?

-Też kawę.

-Chodź Marcus, wybierzesz sobie z lodówki coś do picia i jedzenia.-Złapałam chłopca za rękę i razem poszliśmy do kuchni.

Chłopaki w salonie siedzieli tak cicho, że można by było usłyszeć mrugnięcia powiekami. Kiedy weszłam do salonu oboje w jednej chwili na mnie spojrzeli.

-Katie dłużej nie wytrzymam, nie chce się głupio pytać, ale kto to jest?-Powiedział Bruno z wejścia.

-Tacy starzy, a nie umieją się sami przedstawić, wstyd mi za was.-Pokręciłam głową z niedowierzaniem.-Rex poznaj Petera, na którego wszyscy mówią Bruno. Kochanie poznaj mojego braciszka Syriusza, który nie lubi jak zwraca się do niego po imieniu.-Powiedziałam i upiłam łyk soku.

-Ty masz brata?-Zapytał zdziwiony Bruno.

-I to bliźniaka, co jest dziwne, bo nie jesteśmy do siebie podobni. Poza włosami, oboje jesteśmy rudzi, choć mi w rudym do twarzy.-Spojrzałam na Rexa, który pokazał mi język.-A teraz przepraszam, musze zadzwonić do Sam.-Wyszłam z salonu zostawiając chłopaków samych.

*Bruno*

-Wujku Bluno, ciocia powiedziała, że mm zapytać, gdzie są biszkopty.-Powiedział Marcus wdrapując mi się na kolana.

-Już ci przyniosę.-Posadziłem malca na kanapie, poszedłem do kuchni i po chwili wróciłem z paczką biszkoptów.-A po co ci biszkopty?-Zapytałem zanim wręczyłem chłopcu paczkę.

-Do Nutelli, tylko ciocia pozwala mi to jeść. Odklęcisz mi słoik?-Odkręciłem nakrętkę i podałem chłopcu słoik.

-Kiedy dowiedziałeś się, że Katie jest twoją siostrą?-Zapytałem Rexa, który wyglądał na zdziwionego tym, ze w ogóle coś do niego powiedziałem.

-Matka nas odnalazła i postanowiła zorganizować spotkanie rodzinne, jakieś pół roku temu. Jak ja żałuję, że jest moją siostrą.-Rex wyglądał na zawiedzonego.

-Czemu żałujesz?

-Spójrz na nią, laska jakich mało, a na dodatek mądra, wysportowana, lubi piwo i mecze, kobieta idealna. Nawet nie wiesz jaki z ciebie szczęściarz.-Spojrzał na Katie, która chodziła za oknem w tę i z powrotem.

-Uwierz, że wiem. No, ale nawet jakbyś nie był jej bratem nie mógłbyś z nią być.-Powiedziałem spokojnie, łapiąc za kubek.

-A to niby czemu?

-Bo to ja jestem tym szczęściarzem.-Rzekłem tryumfalnie, gdy do salonu weszła Katie.-I jak tam kochanie?

*Katie*

-Sam przyjedzie dopiero jutro wieczorem, Marcus musi spać u nas.-Usiadłam na kolanach Bruna i wzięłam od Marcusa biszkopta.

-Jutlo, ja nie chce jechać do mamy, ja chce zostać u cioci, mama mnie nie kocha, nie chce mnie, zostanę tu, czy chcecie czy nie!-Skrzyżował ręce i spojrzał na mnie spode łba.

Westchnęłam i zaczęłam Marcusowi tłumaczyć, czemu musi wrócić do mamy. Musiało mi się udać, bo przyrzekł, ze do szesnastego roku nie ucieknie, nie wyprowadzi się i nie spróbuję się u mnie pojawić. Około osiemnastej napuściłam mu wody w wannie i wróciłam do salonu.

-Ja muszę spadać, czeka mnie jeszcze spotkanie z właścicielem pewnego mieszkania, jutro może wpadnę siostrzyczko, cześć.-Założył buty i wyszedł.

-No to kochanie mamy czas dla siebie.-Bruno przysunął się do mnie i zaczął subtelnie pieścić moje usta.-Może wina?

-A możesz nalać.

Cały wieczór spędziliśmy gadając, śmiejąc się i co chwila całując. Do sypialni udaliśmy się dopiero około północy. Rozebrałam się i rzuciłam na łóżko obok ukochanego, który zaczął mnie delikatnie gładzić dłonią po brzuchu.

-Co byś powiedziała jakbyśmy w grudniu, tuż przed świętami pojechalibyśmy w góry do jakiegoś przytulnego pensjonatu.-Odgarnął grzywkę z mojego czoła i pocałował mnie w nie czule.-Tylko ty, ja, góry i snowboard.-Z uśmiechem przejechał dłonią po moim policzku.

-Jeździsz na snowboardzie?-Zapytałam ze zdziwieniem.

-Kochanie, ty jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.-Powiedział z uśmiechem całując mnie subtelnie w usta.-Uwierz, jeszcze nie raz cię zaskoczę.

-Zaskoczysz mnie dopiero jak zobaczę co umiesz, bo jakoś nie potrafię wyobrazić sobie ciebie na desce.-Zaśmiałam się i mocno się w niego wtuliłam.-Dobranoc kochany.
________________________________________
*Ostatnio to moje opowiadanie coraz bardziej schodzi na psy, ale mój mózg działa jakby od tyłu, wiem co będzie dalej, choć teraz nie wiem co pisać ;/ Mam nadzieję, ze choć trochę wam się podobało.*
  • awatar Słodziak-z-niego: Mózg działa od tyłu, ciekawe :D Nie jest źle, jest dobrze. Może trzeba ten mózg jakoś odświeżyć, jak mówisz że schodzi na psy, po prostu chwilę odpoczynku ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czy tylko ja wiem co dostanę pod choinkę? A skąd wiem? Wyjaśnię.

Otóż w sobotę weszłam do rodziców pokoju i na głos zasntanawiam się, czy upić sobie Uj (oczywiście święcie przekonana, że nic w tym roku nie dostanę, w końcu i tak już dużo dostałam). Mora rozmowa z rodzicami.

Ja: Mamo tak się zastanawiam, czy nie kupić sobie nowej płyty Bruna, mam trochę kasy w zapasie, to pewnie by mmi starczyło, ale nie wiem czy to dobry pomysł.

Mama:Marta nie kupuj, to tylko strata pieniędzy, przecież możesz sobie ściągnąć te piosenki.

Ja:Ale wiesz, taka płyta na własność... Niby już słuchałam tych piosenek i mam je pobrane, ale jednak album na własność to co innego. Jednak jest takie poczucie, że jest się Hooligan <Moja mam wie dlaczego Hooligan>

Mama:Jak ci mówię, byś nie kupowała to nie kupuj...

Ja:Na pewno?

<I teraz tata wzdycha>

Tata:My ci kupimy tę płytę, a teraz nie truj dupy i wyjdź.

Na tatę zawsze można liczyć xD W tym roku nie czekałam na święta, ale jak się dowiedziałam co dostanę to nie mogę się doczekać, aż będę mogła zajrzeć pod choinkę, jeśli dobrze pójdzie to może tydzień wcześniej odbiorę swój prezent

______________________________________
*Jak myślicie przeznaczenie po stówce na prezent, dla mamy, taty i brata to za dużo?*
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Hahaha Twój tata to pojechał po całości :D nie liczy się cena, a gest :)
  • awatar Słodziak-z-niego: Jak kto uważa tak jest dobrze, myślę że nie ma jakiś limitów :) A TA płyta wg mnie to będzie najlepszy prezent świąteczny jaki tylko można dostać :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po dwóch dniach weszłam na kompa... oczywiście od razu pinger i z wpisów znajomych dowiedziałam się, że można przesłuchać drugi album Bruna i wiecie co wam powiem...

Nie spodziewałam się tego po nim, zjebał na całej linii, spodziewałam się czegoś lepszego, nikt mnie tak jeszcze nie zawiódł. Zjebał własny wokal, piosenki w ogóle bez polotu po prostu taka kaszana, że aż szkoda gadać...
.
.
.
.
.
.
.
A tak na serio, o Boże, omg, zgon, orgazm, niech ktoś mnie wytrze z podłogi. Dzwońcie po pogotowie, policję, psychiatrę, cokolwiek tylko ratujcie!!! Mój idol podpisał mój akt zgonu, a sam o tym nie wie. Kto dysponuje odrobiną wolnego czasu, gąbką, dość dużym wiadrem i umiejętnościami pierwszej pomocy potrzebny jest od zaraz.

Podobają mi się wszystkie piosenki bez wyjątku, po prostu szał ^^

Tym co to przeczytali gratuluję i dziękuję za to, że zmarnowali na mnie kilka minut ze swojego cennego życia ^^
________________________
Co do odcinka to nawet go nie zaczęłam, wena mi uciekła (pewnie okna nieszczelne...) co prawda mam pomysł, ale akurat nie na ten odcinek. Tak wiec raczej nie prędko pojawi się kolejna część ;/
  • awatar PannedHeavenOnAStick: hahaha ale mnie wrobiłaś!!!!Już biegnę z gąbką, tylko musisz poczekać aż sama się pozbieram, ponieważ od wczoraj mnie zgon trzyma:D
  • awatar Słodziak-z-niego: Hahaha ale ześ zapodała intro nie ma co już chciałam wyzywać do pojedynku :D I tak nasz idol podpisał tym albumem wiele aktów zgonu :D :D :D Kocham <33
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Ej, no! Nie strasz mnie tu :D już się bałam, że nie polubiłaś :( płyta jest cudowna! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Kiedy tylko wyszłam z budynku odetchnęłam świeżym powietrzem. Bruno objął mnie w pasie i czule pocałował w czoło. Jego wzrok był tak trochę współczujący. Uśmiechnęłam się szeroko w jego stronę i złożyłam subtelny pocałunek na jego ustach.

-Raczej nie wyglądasz na zdołowaną, wręcz przeciwnie. Na prawdę jesteś szczęśliwa z tego, że cała twoja rodzina to szmaty?-Ukochany spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

-Kotku jak ty mało rozumiesz. Najpierw ustalmy, że to w ogóle nie jest moja rodzina, tylko jak ty to ująłeś, zwykłe szmaty. Poza tym ja jestem szczęśliwa, bo wyrzuciłam z siebie coś co tłamsiłam przez dwadzieścia sześć lat życia, czuję się jakby kamień spadł mi z serca. Przecież zawsze wiedziałam ,ze to nie jest moja rodzina, sama się tylko oszukiwałam ze kiedyś zaczną mnie traktować jak córkę.-Rozejrzałam się dokoła.-Jedziemy do domu, czy wstąpimy na kawę?-Zapytałam wskazując na niewielką kawiarenkę.

-Możemy iść, nigdzie mi się nie śpieszy.-Złapał mnie za rękę i razem poszliśmy wolnym krokiem w stronę kawiarenki.

Usiedliśmy przy stole na jednej z wielu kanap i złożyliśmy zamówienia.

Do Los Angeles wróciliśmy na drugi dzień o trzynastej. Zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domu. Gdy tylko znaleźliśmy się przy drzwiach usłyszeliśmy uradowanie ujadanie Geronimo, które dobiegało od strony okna. Bruno otworzył drzwi i dwudziesto kilowa bestia rzuciła się na mnie całym swoim cielskiem zwalając mnie z nóg. Mokry ozór brytana sunął po całej mojej twarzy.

-Geronimo stop, przestań, odejdź.-Na próżno próbowałam pozbyć się psa, ten tylko jeszcze bardziej się nakręcił by okazać mi jeszcze więcej miłości.-Bruno przestań się śmiać, ratuj.-Bru ciągle się śmiejąc złapał psa w pół i odciągnął go ode mnie.

Gero nadal wyrywał się by pokazać, że tak kochać to potrafi tylko on. Ja natomiast wstałam, otrzepałam się i wytarłam twarz w rękaw.

-Ten pies to żywa fabryka śliny, nie dość że wylał hektolitry na moją twarz to jeszcze ślini się na dywan.-Powiedziałam na psa, któremu z pyska kapały wielkie krople śliny.-Ciekawe co z Tajgą.-W jednej chwili ja i Bruno spojrzeliśmy na Geronimo.-Chyba nie myślisz, że mógłby...

-Nie, chyba nie.-Powiedział Bruno, ale niezbyt pewnie.

Geronimo w tej chwili wybiegł z pokoju i wrócił z czymś w pysku. Z małą brązową kuleczką. Położył Tajgę na podłodze, a ja spojrzałam na nią ze strachem. Miałam ochotę zatłuc tego psa, jak on mógł zagryźć Tajgę. Po chwili gronostaj po prostu wstał, przeciągnął się i spojrzał na mnie brązowymi oczami. Ja i Bruno odetchnęliśmy.

-Nie wierzę, że on wziął ja do pyska, a ta nawet się nie obudziła, co dziwne nie jest w ogóle ośliniona.-Powiedziałam biorąc Tajgę na ramię, na co Gero zareagował cichym jęknięciem.-Ten pies mnie nie raz zaskoczy.

Pogłaskałam brytana po głowie, położyłam Tajgę mu na karku i rzuciłam się na kanapę. Po chwili odezwał się mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i odłożyłam dzwoniący telefon na stół.

-Kto dzwoni, że nie odbierasz?-Zapytał Bruno siadając obok mnie.

-Sam, mam ją w dupie.-Odrzuciłam połączenie i odepchnęłam telefon na koniec stołu.-Idę się wykąpać.-Przejechałam dłonią po policzku ukochanego, wstałam z kanapy i ruszyłam najpierw do sypialni po świeże ubrania, a potem do łazienki.

Po piętnastominutowym prysznicu weszłam do kuchni z zamiarem zrobienia obiadu, ale ktoś mnie wyprzedził. Bruno stał przy kuchence smażąc coś na patelni. Z uśmiechem usiadłam przy blacie i z ciekawością obserwowałam ukochanego. Po chwili postawił przeze mną talerz z apetycznie wyglądającym leczo. Po posiłku usiedliśmy na kanapie w salonie. Po chwili zjawił się Geronimo, usiadł na przeciwko nas i zaczął cicho skomleć. Bruno chciał wstać, ale ja go powstrzymałam.

-Ja z nim wyjdę.-Uśmiechnęłam się do Bruna.

-Ale wiesz, Gero jest dość silny i nie należy do posłusznych psów.-Powiedział Bru wstając.

-Dam sobie radę, ten pies pożałuję, że trafił właśnie na mnie.-Złapałam za smycz i przypięłam ja do psiej obroży.-To idę.

Gdy tylko wyszłam z domu Geronimo zaczął się wyrywać, chcąc powąchać jak najwięcej miejsc i odbytów innych psów. Odpięłam go, zaczęłam biec wołając go za sobą. Żaden pies nie zrezygnuje z przebieżki, choćby trafił do raju psich dup.

Po pół godzinie wróciliśmy do domu. Weszłam żwawym krokiem do środka i zaczęłam ściągać buty. Dopiero po chwili doczłapał się Geronimo, spojrzał na mnie zwrokiem mówiącym "nigdy więcej" i położył się ciężko na dywanie w przedpokoju. Weszłam do salonu gdzie siedział Bruno z Erickiem i Ryanem.

-Hej chłopaki.-Powiedziałam siadając w fotelu na przeciwko Bruna.

-Gdzie Geronimo?-Zapytał Bru od razu.

-Leży na dywanie w przedpokoju, jest tak zmęczony, ze nie chce się stamtąd ruszyć.-Złapałam za jego szklankę i upiłam łyk soku.

-Zmęczyłaś Gero?-Zapytał Ryan takim tonem głosu jakbym oznajmiła, że jadę do cyrku trenować małpy w rzucie oszczepem.-To niemożliwe.

-Niemożliwe, a mnie się udało. Patrzcie.-Zagwizdałam i po chwili do salonu wpełzł wypompowany Gero.

Spojrzał tylko po wszystkich, po chwili łapy mu się rozjechały na wszystkie strony i wylądował na podłodze, brzuchem do dołu. Odetchnął, zamknął oczy i po prostu zasnął. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

-My może pójdziemy, bo wy chyba chcecie nacieszyć się sobą.-Rzucił Eric, wypychając Ryana za drzwi.

-Ale nie musicie...-Powiedziałam szybko.

-Ona bredzi, idźcie sobie.-Bruno zaśmiał się i wypchnął Erica za drzwi.-Do jutra chłopaki.

-Jesteś wredny kotku.-Chichocząc przejechałam dłonią po jego policzku.

-Wredny? Raczej spragniony upojnych chwil z ukochaną.-Złapał mnie za pośladki i z impetem mnie do siebie przysunął.-Co powiesz na kolację w ekskluzywnej restauracji?-Przysunął usta do mojego ucha.-Tylko my we dwoje i stu procentowa pewność, że nikt nieproszony nam nie przeszkodzi.-Odgarnął włosy z mojego ramienia i złożył subtelny pocałunek na mojej szyi.-Co ty na to kochanie?

-A może skoczymy do sklepu po wino, rozsiądziemy się w sypialni i spędzimy czas sam na sam, zero wścibskich spojrzeń, zero twoich fanek, które moglibyśmy spotkać po wyjściu z domu i zero ograniczeń.-Odsunęłam się od jego ucha, subtelnie przygryzając dolną wargę.

-Jeśli masz na myśli, to co ja myślę, że o tym myślisz to jestem za twoją wersją.-Oboje zachichotaliśmy.

Usiadłam na łóżku w sypialni z lampką wina w ręku. Bruno rozsiadł się wygodnie obok mnie i położył dłoń na moim udzie. Odłożyłam kieliszek na szafkę nocną i usiadłam na kolanach ukochanego. Objęłam jego twarz dłońmi i zaczęłam pieścić jego usta. Czułam jak jego dłonie coraz mocniej zaciskają się na moich pośladkach. Przysunął mnie jeszcze bliżej siebie i... zadzwonił mój telefon. Odsunęłam się od ukochanego i wyciągnęłam telefon z kieszeni.

-To Sam, jeśli nie odbiorę nie da mi spokoju.-Zerkałam to na telefon, to na Bruna.

-Odbierz, tylko nie krzycz, jestem muzykiem słuch jest mi potrzebny.-Zaśmiał się próbując mnie trochę rozluźnić.

-Na pewno mam odebrać?-Zapytałam niepewnie spoglądając na chłopaka.

-Odbierz i będzie po problemie.-Odetchnęłam i odebrałam.

-Czego chcesz Sam?

-Katie zanim się rozłączysz chciałam ci coś powiedzieć, chodzi o Marcusa, on zniknął, zapewne uciekł. To moja wina, w gniewie powiedziałam mu, że był przypadkiem, ze go nie chciałam, że go nie kocham.-Mówiła zapłakana.

-Co ty mu powiedziałaś?! Jak mogłaś mu to zrobić?! Co cię podkusiło by to powiedzieć?!-Miałam ochotę ją zabić.

-Bo on kocha cię bardziej, niż własną matkę, bolało mnie to.-Lamentowała do słuchawki.

-Czy ci na rozum padło? To nie powód by mówić mu, że jest przypadkiem!

-Ale mam prośbę nie przylatuj tu, możliwe jest, że jakimś sposobem próbuje przylecieć do ciebie. Wiem, że to nierealne, ale jeśli tu przylecisz, a on jakimś cudem przyleci do Los Angeles... ty po prostu musisz tam być.-Powiedziała płacząc i się rozłączyła.

-Kochanie co się stało?-Zapytał Bruno z troską.

-Marcus postanowił na własną rękę wybrać się do mnie.-Powiedziałam otępiała.

Bruno przytulił mnie mocno i czule pocałował w czoło.

-Nic mu nie będzie.-Powiedział próbując mnie uspokoić.

-Mam taką nadzieję.-Pocałowałam go czule w usta.

Położyłam się na łóżku i spojrzałam w sufit. Bruno położył się obok i położył dłoń na moim brzuchu. Obróciłam się w jego stronę i w tuliłam się w jego tors.

-Wiesz, że twoje zamartwianie się nic nie da?-Powiedział Bruno głaszcząc mnie po głowie.

-Wiem, ale pomyśl jak ty byś się czuł na moim miejscu. Byłeś ze mną w Nowym Yorku, widziałeś jak Marcus na mnie patrzył, jak żałował, że wyjeżdżam. Mam wyrzuty sumienia, że zostawiłam go samego z tą suką, nie dziwię się, że uciekł.-Czułam się beznadziejnie, strasznie.

-To jego matka, nie sądziłaś, że mogłaby mu zrobić coś takiego.-Powiedział cicho i przyłożył usta do mojego czoła.

Po prostu tak leżeliśmy, bez słów, były zbędne. Bruno wiedział, że potrzebuję tylko jego bliskości i to mi zapewnił. Podniosłam głowę i spojrzałam na ukochanego, który... spał. Uśmiechnęłam się, wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową i sama postarałam się zasnąć. Przecież Marcus nie odnajdzie się jak przestanę jeść, spać, oddychać. Minęła jakaś godzina gdy udało mi się zasnąć.
________________________________
*Takie flaki z olejem ;/ Ostatnio totalnie nie wiem o czym pisać, niby mam wenę, ale napisałam już dwa opowiadania i wszystko wydaje mi się takie oklepane... Następny odcinek pewnie nie pojawi się zbyt szybko, bo muszę wymyślić coś oryginalnego.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›